Gdy tylko na jakimś forum zarejestruje się kompletnie zielona osoba i zadaje pytania jak przyzywać demony – sporo osób od razu siada na nią, że nie wie za co się bierze, że nie ma pojęcia, doświadczenia i wiedzy. Jakby nie patrzeć – w pewien sposób takie odradzanie ma sens, zwłaszcza że większość pytań pada od osób którym nie chce się sięgnąć po fachową literaturę. Ewokacja to wszak jedna z najtrudniejszych praktyk, obarczona także kilkoma czynnikami ryzyka. Padają argumenty że ewokowany byt opęta zieloną osobę (czy też zrobi jej inne kuku) jeżeli nie będzie się potrafiło obronić przed wrogą ingerencją. Brzmi sensownie, chociaż argument opętania też jest mało prawdopodobny. Ciężko wszak obronić się jeżeli nie posiada się wystarczających umiejętności koncentracji, znajomości technik odpędzających oraz makrokosmosu w którym się operuje. Wydaje się więc że takie odradzanie jest jak najbardziej na miejscu – i w pełni się z tym zgadzam, chociaż kierują mną inne powody.Zastanawia mnie jednak nieco inna kwestia.

Osoby najsilniej odradzające ewokacji demonów bardzo mocno funkcjonują w panteonie judeochrześcijańskim mimo dorzucenia do tego karmy i reinkarnacji. Demony to te złe, anioły to te dobre. Demony chcą nas skrzywdzić, anioły pomagać. Z demonami nie powinno się mieć kontaktu a z aniołami jak najbardziej. Do kontaktów z demonami trzeba mieć umiejętności wiedzę i doświadczenie. A do kontaktów z aniołami? No właśnie nie…
Przyglądając się całej ezoterycznej angelologii można odnieść wrażenie że wystarczy być szczerym, wystarczy się często modlić a wybrany anioł nas odwiedzi, olśni swoją aurą i wysłucha naszej prośby. Po cóż więc te całe umiejętności do kontaktu z demonami?

Zestawiając te 2 podejścia można odnieść wrażenie że tylko i wyłącznie do obrony – wszak wystarczy zamknąć oczy i pomodlić się do wybranej istoty aby przybyła i wysłuchała co mamy do powiedzenia.
Tymczasem współczesny zachodni okultyzm bardzo mocno stawia na podstawowe umiejętności jak koncentracja wizualizacja relaksacja, przy okazji zaznaczając że ewokacja jest trudną praktyką – i sam podzielam ten pogląd – gdyż nawet i mi nie zawsze wychodzą za pierwszym podejściem, zwłaszcza gdy pierwszy raz pracuję z daną istotą. Inną sprawą jest też przebieg samej operacji.

Dlaczego o tym wszystkim piszę?
Ano dlatego że ostatnio biorę udział w pewnym ewokacyjnym projekcie w którym uczestniczą także osoby bez jakichkolwiek doświadczeń magijnych. Mam więc okazję obserwować jak ten sam kontakt jest odbierany przez osobę z doświadczeniem a jak bez. A jak widzę różnica jest.
Gdy następuje kontakt – te osoby były w stanie ‘wyczuć’ zmianę atmosfery. Nie potrafią jednak udzielić konkretnej odpowiedzi czy go widziały lub słyszały. Ich kontakt przypomina raczej monolog z opisem zagadnienia, a w ich głowach pojawia się idea na co zwrócić uwagę. Ciężko im też w bardziej szczegółowy sposób opisać w jaki sposób to się dzieje – z drugiej strony widziałem u nich pewien ‘szok’ że coś takiego w ogóle jest możliwe więc rozumiem że było im to trudno ubrać w słowa. Tak czy inaczej jak widać poziom komunikacji jest mocno różniący się. Czy polega on na rozwinięciu tzw astralnego zmysłu? Trudno powiedzieć bo i trudno powiedzieć czy coś takiego w ogóle istnieje, ale jak widać cały ten trening i doświadczenie w duży sposób przekłada się na poziom komunikacji w trakcie ewokacji.

Jest również pytanie o to w jaki sposób osoba która ma dosyć słaby poziom komunikacji jest w stanie skutecznie rozpoznać właściwy ewokowany byt od tego który się pod niego podszyje – a taka sytuacja zdarzyła mi się także w tym projekcie. Czy można go skutecznie zweryfikować gdy byt udziela tylko okrężna odpowiedź wymigując się od odpowiedzi w bezpośredni sposób w wypadku gdy komunikacja jest tyko na poziomie idei? Przypuszczam że miałbym z tym spory problem.

Na pewno nie chcę całkowicie negować kontaktów ezoteryków z tymi bytami, bo część z nich na pewno ma umiejętności by skutecznie wchodzić z nimi w interakcje i skutecznie to robi, niezależnie z jaką wersją bytu by pracowali – ale nie oszukujmy się że jest to łatwe do wykonania ‘z marszu’ bez jakiegokolwiek przygotowania.

Jeżeli ktoś twierdzi że to nic trudnego – może warto się zastanowić czy przypadkiem nie kontaktuje się z iluzją własnego umysłu? Realność kontaktu wszak jest ostatnią rzeczą na której powinniśmy opierać swój osąd.