Porzucić magię

Czy z magią można się rozstać? Może warto zacząć od pytania: po co ktoś miałby się z nią rozstawać?

 

Za przykład posłuży mi znacznie większe zaangażowanie w praktyki magiczne niż tylko powierzchowna fascynacja tematem. Każdy człowiek w swym życiu styka się z wieloma dziedzinami, ociera o wiele spraw, wielu rzeczy próbuje, ale przecież nie ze wszystkim zostaje na dłużej.

Przypadki można mnożyć. Czasem ktoś wpada w uzależnienie, a to zostaje w psychice na zawsze. Czasem ktoś odkrywa bzdurność w swych działaniach i kompletnie porzuca temat. Innym razem z tego wyrasta. Albo z kolei do czegoś dojrzewa. Nie będę dokonywać próby obiektywnego uchwycenia tematu i opisania stałych zależności, wydaje mi się to wręcz niemożliwe. Ten wpis będzie krótkim przemyśleniem nad własnym przykładem. Swoisty wyrywek z osobistego dziennika.

 

Magia nie jest czymś, co robimy od przypadku do przypadku. Nie jest tak, że odprawiając rytuał jesteś magiem, a potem spotykając się ze znajomymi przestajesz nim być. Nie mam na myśli drugiej skrajności, bo gadanie ze znajomymi o magii (lub co gorsza – wyłącznie o magii) bywa kłopotliwe. Rzecz tkwi w postawie, poglądach, postrzeganiu, a nie gadulstwie i afiszowaniu się. Jeśli stajesz się magiem, adeptem magii, praktykiem, to czynisz się nim niejako na stałe. Tak samo jak sportowiec nie jest sportowcem tylko w momencie treningu, ale pozostaje nim przez całą dobę. Alkoholik nie jest alkoholikiem w momencie spożywania trunków, lecz przez cały czas. Wyznawca nie jest nim tylko podczas modlitwy do swego boga, lecz pozostaje wiernym bez przerwy. Pewne tytuły, czy pozytywne, czy negatywne, przenikają całe nasze życie i dotyczą nas ciągle, a nie tylko w niektórych momentach.

Dla mnie to sprawa dość oczywista. Dodatkowo ostatnio znów tej kwestii zasmakowałam w praktyce.

 

Nie zamierzałam i nie zamierzam porzucać magii. Ostatnimi czasy zajmowałam się jednak bardziej… przyziemnymi sprawami. Stąd brak wolnych chwil na intensywną, regularną praktykę. Następowały ciągi dni pozbawione praktyki w ogóle. Mowa oczywiście o działaniach, które faktycznie można nazwać magicznymi. Z założenia Aetherius jest wolny od świeczkowych zabaw, wypowiadania życzeń nad płomieniem, nazywania magią „prawa przyciągania”, „magii kolorów” i innych bzdur, ale i tak wolę zaznaczyć tę różnicę między praktyką magiczną, a zabawą w ezoterykę.

 

Mimo zaprzestania ćwiczeń, to, czego się nauczyłam, pozostało. I w razie zaistnienia takiej potrzeby, mogłam wykorzystać nabyte umiejętności do poradzenia sobie w sytuacji, do osiągnięcia celów. Czasem do spełnienia pragnień, czasem do rozwiązania problemu.

Na przykład w sytuacji kryzysowej, zagrożenia życia chociażby, ludziom często „wraca wiara”. W panice zaczynają wzywać imię boga właściwego dla społeczności, w jakiej się wychowali. Jako tylko człowiek również miewam sytuacje, gdy kontrolę przejmują silne emocje. Nie mam jednak w zwyczaju mantrować imienia Jezusa. Zdaję się na swoją „iskrę magiczną”, wiarę we własną moc… Ewentualnie korzystam z relacji, jaką zbudowałam podczas praktyki z innymi bóstwami. Bo to, co większość ludzi nazwałaby bzdurami, dla mnie ma prawdziwą wartość i ma znaczenie, bo z tym pracowałam, tego doświadczyłam i świadomie zdobywałam pewne umiejętności.

 

Pozostaje też myślenie magiczne. To, jaką postawę przyjęliśmy, w jaki sposób tłumaczyliśmy sobie świat, pozostaje z nami. Patrzę na rzeczywistość przez pryzmat tego, co w sobie wyhodowałam. I są to wypracowane i przyjęte poglądy na różne sfery życia, objawiające się w myśleniu poprzez dziedziny, jakimi się zajmuję i w tym wszystkim jest również miejsce na magię. Moja wiara w jej istnienie. Moje przeświadczenie o tym, że jej doświadczam. Moje wymierne i osobiste korzyści, jakie wypracowałam. Patrzę na świat przez pryzmat magii. Nie fanatycznie. I nie wyłącznie przez jej pryzmat. Ale nawet jeśli akurat nie praktykuję, to nie wyłączam myślenia magicznego. Pojmowanie pewnych spraw czerpie z tego, czego nauczyłam się do tej pory.

 

Zaprzestanie praktyk magicznych, jeśli wcześniej się do nich przykładało, to jak odstawienie treningów przez sportowca. Czułam się po prostu źle z tym, że nie odprawiałam codziennych rytuałów, czy nawet nie znajdowałam chwili na codzienną medytację. W pewnym momencie ten brak zaczął doskwierać. Jakbym żywiła się od wielu dni samymi słodyczami i zatęskniła za normalnym, pełnowartościowym posiłkiem.

 

Konkluzją nie będzie stwierdzenie, że należy się zastanowić zanim zacznie się wchodzić głębiej w magię, bo potem można się już od tego nie uwolnić… Chyba nikt nie dokonuje tak dokładnej analizy. Zresztą byłaby ona zapewne marnotrawstwem czasu. Albo spróbujesz i się przekonasz, albo będziesz teoretyzować.  Tak po prostu jest, że jeśli z czymś się zwiążemy, to zostaje to w naszym życiu. Nie jest to jednak przywiązanie w formie uzależnienia. Nie używam też poważnie formy „uwolnić”, bo nie uważam, by magia była czymś, co zniewala. Wręcz przeciwnie. Mi to otwiera wiele możliwości.

O Freaky Jester

Metaforyczna Trójca, gdzie z dualizmów tworzony jest trzeci element będący ponad wszelkie ograniczenia. Czysta przestrzeń. Pole naszego działania. Od dziecka zafascynowana całą tą ezoteryką odkryłam, że jestem w stanie stwarzać rzeczy. I postanowiłam robić to świadomie, podług własnej woli i z pełną odpowiedzialnością. Bliski jest mi model spirytualny, choć każdy taki podział jest tylko umownością. Zetknęłam się z wieloma drobnymi praktykami z różnych dziedzin... Lubię pracować z Tarotem, od niedawna na ścieżce buddyzmu szkoły Kagyu, przede mną praktyka ewokacji. A poza tą całą pisemną wyniosłością, całkiem wyluzowana babka jestem.

Sprawdź Również

Analiza rytuału okiem wtajemniczonego

Tworząc ostatni wpis – tłumaczenie klątwy z Liber Falxifer postanowiłem, że może być wartościowym jeśli …

Powered by themekiller.com