Pathworking i podróż mentalna

Ze względu że pojęcie pathworkingu/ścieżkowania często pojawia się w rozmowach o pracy z tarotem jak i Drzewem Życia – nadszedł czas aby szerzej opisać to zagadnienie. Zacznę jednak od nieco szerszej perspektywy.

Czym jest podróż mentalna?

W skrócie można powiedzieć że jest to swego rodzaju wyprawa w krainę wyobraźni, chociaż jest to dosyć uproszczony opis.
Czasami gdy zamykamy oczy i o czymś marzymy, możemy sobie wyobrażać że jesteśmy w jakimś miejscu i coś robimy, np.:
– wyobrażamy sobie przebieg rozmowy kwalifikacyjnej przygotowując się na potencjalne pytania,
– wyobrażamy sobie że kłócimy się z kimś i wygrywamy na argumenty kłótnie,
– wyobrażamy sobie że jakaś znajoma laska robi nam loda 😉
itp.
odtwarzamy w głowie jakąś scenę lub ich ciąg w których uczestniczymy – jednak jak to marzenia – nie są planowane.

Podróże mentalne tymczasem są przygotowanym wcześniej wyobrażeniem (przynajmniej w pewnym stopniu) – mniej lub bardziej – ale zawsze wiadomo co jest motywem przewodnim.

Druga sprawa – podróże mentalne raczej nie służą zwykłej rozrywce. Chodzi w nich o wyobrażenie się w określonej scenerii i ‚przeżyciu’ jej – zaobserwowaniu swoich emocji, podejmowanych tam decyzji i tego na jakiej podstawie zostały podjęte. Łatwo więc wywnioskować że w praktyce magicznej jest to dobre narzędzie do poznania różnych obszarów naszej psychiki – a także i rozmaitych sfer wpływów, niezależnie czy chcemy nawiązać kontakt z określoną energią czy istotą.
Łatwo się domyślić że jest to dosyć transowa metoda i mocno osadzona w szeroko rozumianym szamanizmie.

Wiele osób z pewnością się nie zgodzi że podróż mentalna jest podróżą w krainę wyobraźni, i po części trudno nie przyznać im racji – w końcu każdy ma inne wyobrażenie o otaczającym nas świecie. Wiele osób wierzy że w trakcie takiej podróży człowiek przenosi się świadomością do świata mentalnego, astralnego czy gdziekolwiek – jednak czy tak jest naprawdę to już trudno obiektywnie ocenić. Każdy z nas musi sam sobie wyrobić o tym zdanie.

Czym jest pathworking (ścieżkowanie)?

Zachodni angielscy okultyści pod koniec XIX wieku uznali że taka podróż mentalna będzie też idealnym narzędziem do eksploracji Drzewa Życia – a w szczególności jego ścieżek. W taki sposób powstał termin ‚pathworkingu’ – czyli ‚pracy ze ścieżkami’ – podróży mentalnych po ścieżkach Drzewa Życia.

Przeglądając współczesną literaturę czy sieć anglojęzyczną od razu zauważymy, że pojęcie pathworkingu używane jest także w stosunku do podróży w inne miejsca: a to do świata elementów, a to do kontaktu z bóstwami, a to do rozwiązywania swoich emocjonalnych problemów bazując na koncepcji aktywnej wyobraźni Junga. Po prostu pojęcie ‚pathworkingu’ zostało zapożyczone na określenie metody samej podróży mentalnej i na stałe weszło do naszego słownika w formie synonimu. Warto więc o tym pamiętać gdy widzimy gdzieś napis ‚pathworking’ 😉
Pathworking po Drzewie Życia.

Wróćmy więc do pierwotnej praktyki pathworkingu – podróży po ścieżkach Drzewa Życia.

Pierwotne założenie którego warto się trzymać jest stwierdzenie że nasza świadomość powinna wznosić się w górę w stronę przeciwną do opadającego światła, a więc z Malkuth do Yesod, następnie do Hod, potem Netzach. Górne sefiry poszczególnych triad wzajemnie się jednak równoważą, co sprawia że w wypadku pathworkingów nie mamy możliwości ścisłego trzymania się kolejności wznoszenia światła w obrębie triady jak i wchodzenia w położoną wyżej triadę, zwłaszcza że i ścieżek jest dużo więcej niż linii opadającej w dół ‚błyskawicy’.
Innymi słowy nie musimy ściśle podróżować w kolejności Malkuth → Yesod → Hod → Netzach, możemy to zrobić idąc Malkuth → Netzach. Z pewnością jednak nie powinniśmy wchodzić do wyższej triady (a więc do Tipheret, Gebure czy Chesed) bez wcześniejszego pełnego zwiedzenia niższej. Wynika to z tego że mimo że pathworkingi są pracami typowo ze ścieżkami – to jednak zawsze są dla nas tylko punktami przejściowymi między sefirami, a to właśnie sefiroty stanowią trzon Drzewa Życia które staramy się integrować w sobie.

Start natomiast wszyscy mamy taki sam bo i wszyscy żyjemy w Malkuth – od niej właśnie będziemy rozpoczynać naszą podróż.

1. Wybór docelowej ścieżki.

Pierwsze co robimy to wybieramy ścieżkę wychodzącą z Malkuth którą chcemy eksplorować, chociaż zaleca się aby pierwsza podróż była ścieżką Taw, łączącą Malkuth z Yesod.

W odróżnieniu do innych podróży – pathworking jest cholernie wymagającą techniką i wymaga wcześniejszego mocnego przygotowania. O ile w wypadku wielu innych podróży – gotowców często dostajemy napisany przez kogoś scenariusz do przerobienia, gdzie wystarczy się z nim zapoznać i przystąpić do pracy – o tyle w wypadku ścieżek trzeba mocno zaznajomić się z symboliką zarówno sefir jak i eksplorowanej ścieżki, ich korespondencjami i przypisanym ścieżce triumfie tarota – gdyż to one będą stanowić trzon praktyki. Ciężko w związku z tym przystąpić do pathworkingu bez wcześniejszego studiowania kabały hermetycznej, czy chociażby liber 777.
Rzecz jasna przypisanie poszczególnych kart do ścieżek nie jest jednolite. Niedawno powstał o tym temat na forum (Położenie karty Głupiec) opisujący dlaczego w kartach bazujących na systemie GD oraz Thocie mamy inne rozmieszczenie Żądzy-Dostosowania oraz Cesarza – Gwiazdy. Trzeba więc poruszać się po takiej wersji Drzewa jaką uważamy za poprawną.

2. Bannishing i inwokacja

Po wybraniu ścieżki operację zaczynamy od odpędzenia niechcianych energii. W HOGD adept do tego momentu pracował tylko z LBRP, jednak współcześnie często można spotkać inwokacje sfery elementalnej/planetarnej/zodiakalnej korespondującej z przypisaną ścieżką przed rozpoczęciem pracy. Osobiście jestem zwolennikiem takiej idei, bo i symbolem sfery zamykamy ścieżkę (opiszę to niżej), a i na samej ścieżce również mocno przebijają przypisane cechy danej sfery. Inwokacja energii również sprawia że lepiej otwieramy się na jej aspekty co idealnie wpisuje się w idee jej eksploracji.
Dla wielu początkujących osób inwokacja będzie jednak już sporym problemem. Najwyższe (Supreme) wersje pentagramu i hexagramu są już bardziej zaawansowanymi rytuałami. Jeżeli jednak ktoś ma w miarę dobre doświadczenia z niższymi wersjami w inwokującej formie – gorąco namawiam do eksperymentów z wyższymi wersjami, chociaż oczywiście nie jest to wymóg.

Jeżeli ktoś nigdy nie pracował z innymi energiami niż elementalne warto jeszcze zaznaczyć podstawową zasadę – najpierw energie elementalne, potem planetarne.
Gdy będziemy koncentrować się na ścieżce korespondendującej z elementami – zaczynamy od LBRP a potem SIRP wybranego elementu, w wypadku energii planetarnych LBRP+LBRH a następnie SIRH planety, natomiast w wypadku energii zodiakalnych LBRP a potem SIRP zodiaku, chociaż i wcześniejszy LBRH na pewno nie zaszkodzi.

Po tak przygotowanej przestrzeni i umysłu możemy przystąpić do właściwej pracy.

3. Świątynie sefirot

Jak wiemy ścieżki biegną między sefirotami a pathworking polega na przejściu tej drogi, której początek wyznacza Malkuth. Jeśli więc chcemy rozpocząć zwiedzanie jakiejś ścieżki – pierwsze co musimy zrobić to wejście do sefiry Malkuth – która tutaj przyjmuje postać światyni.

Na wstępie więc wizualizujemy siebie w jakiejś czarnej/białej/nieokreślonej przestrzeni (czy też miejscu z którego rozpoczynamy inne praktyki mentalne) i wibrujemy mentalnie boskie imię przypisane do sefiry do której wchodzimy (dla Malkuth będzie do Adonai ha-Aretz). Jest to swojego rodzaju klucz który otwiera nam dostęp do sfery sefiry, a także po części pomagający nam wyrwać się z terenów wyobraźni do terenów nieświadomości zbiorowej czy też szeroko rozumianej przestrzeni mentalnej, astralnej, duchowej czy jakkolwiek by ją zwał. Gdy poczujemy że wszystko jest ok i jesteśmy gotowi – wizualizujemy siebie w świątyni Malkuth.

Każdy z nas może wyobrażać sobie ją w inny sposób, jednak z założenia musi ona korespondować z atrybutami Malkuth. Z założenia ma ona również kwadratowy i dosyć surowy wygląd, czasami możemy znaleźć w niej ołtarz, a czasami emanację ‚strażnika’. Oczywiście znajdziemy w niej także wyjścia do ścieżek wiodących do pobliskich sefirotów – w wypadku Malkuth będą to wyjścia do ścieżek Szin, Taw i Kof, będące umiejscowione podobnie jak ścieżki na Drzewie Życia.

8-1-pathworking swiatynia malkuth

4. Eksploracja ścieżki

Gdy zadomowimy się w świątyni, czas iść naprzód wybierając interesującą nas ścieżkę. Wyjścia ze świątyni mogą mieć formę drzwi, portali czy po prostu przejść. Każde wejście ‚zagradza’ również wielka litera oznaczająca ścieżkę (wielkości całego przejścia), i tak jak w wypadku sefir wibrowaliśmy boskie imię jako klucz otwierający nam świątynie, tak w tym wypadku ścieżkę otwieramy przechodząc przez symbol litery. Z chwilą przejścia przez literę otwiera nam się krajobraz ścieżki.

To co tam zobaczymy nie jest z góry zaplanowane aczkolwiek mamy na to wpływ. Jeżeli nastawimy się że zastany krajobraz będzie widokiem z przypisanej mu karty – wtedy w dużej mierze do takiego świata wejdziemy. Część osób widok karty wizualizuje już w formie wyjść ze świątyni, część jednak nastawia się na czysty freestyle. Jedno jest jednak ważne niezależnie od rodzaju scenerii jaką zastaniemy – pierwsze co powinniśmy zrobić to rozejrzeć się gdzie w oddali położona jest druga świątynia następnej sefiry, będąca końcem ścieżki – ta bowiem powinna być zawsze widoczna. Jedyne więc co nam pozostaje to ruszyć w drogę wchodząc w interakcję z lub po prostu obserwując to co zobaczymy.
Mogą to być przedmioty, zabudowania, zwierzęta realne i mistyczne, a także istoty. O ile można z nimi swobodnie porozmawiać czy wykonać z nimi określone czynności, o tyle naprawdę warto być ostrożnym wchodząc w bliższe interakcje, niezależnie czy wierzymy że zwiedzamy świat duchowy czy też naszą psychikę i archetypy, to co tu spotkamy powinno tu pozostać. Nawet praca z emocjami i symbolami naszej podświadomości wyrwanymi z kontekstu, którego jeszcze nie rozumiemy może zwyczajnie wywołać w nas emocjonalne problemy czy zachowania mocno aspołeczne. Będąc jednak na ścieżce jesteśmy w miejscu gdzie wszystko tworzy całość.
Tak czy inaczej to co nas uderzy to fakt że sporo zaobserwowanych rzeczy będzie miało związek z nami samymi – i jest to podstawowy powód dla którego ta część podróży nie jest do końca sprecyzowana. To trochę tak jakbyśmy wyruszali w podróż w nieznany świat który jest rozłożonym na kawałki obrazem nas samych. To od nas zależy czy złożymy go w prawidłowy sposób integrując w sobie Drzewo Życia, czy też pośmiejemy się (lub zniesmaczymy) z odbić w krzywym zwierciadle.

Przebywając drogę dojdziemy do budynku lub portalu będącym wejściem do świątyni przeciwległej sefiry. Tak jak w wypadku wyjścia ze świątyni tam kluczem otwierającym ścieżkę była litera – tak tutaj kluczem końca jest przypisany jej symbol elementalny, planetarny lub zodiakalny. Przed jego przejściem wibrujemy boskie imię sefiry do której zmierza ścieżka, i gdy uznamy że możemy wejść – robimy to przechodząc przez symbol wchodząc tym samym do kolejnej świątyni, której układ jest podobny jak układ danej sefiry.

5. Dalsza wędrówka

Będąc w Yesod, Hod lub Netzach możemy oczywiście iść dalej eksplorując kolejne ścieżki wewnątrz tej triady lub ścieżki prowadzące wzwyż Drzewa. Postępujemy tutaj w identyczny sposób jak z wyjściem z Malkuth. Określamy kierunek i przechodzimy przez literę ścieżki wybierając się w dalszą drogę.

Eksploracja nowej ścieżki zazwyczaj jest jednak niesamowitym doznaniem i często dostarcza nam więcej pytań niż odpowiedzi, a ze względu na ulotność pamięci warto wtedy wybrać się w drogę powrotną – tą samą lub inną znaną nam drogą. Np eksplorując ścieżkę Resh łączącą Yesod – Hod, nie musimy wracać Hod → Yesod → Malkuth, możemy wrócić ścieżką Shin Hod → Malkuth jeśli wcześniej ją poznaliśmy.

6. Przejściowe etapy podróży

Eksplorując wybraną ścieżkę staramy się dobrze ją poznać, zaznajomić się z jej ‚klimatem’, symboliką i znaczeniem. Nie ma co się oszukiwać jest to długi proces i nie zrobimy tego w kilka minut, taka sesja potrafi trwać dobre 20-45 minut. Chcąc eksplorować wyżej położone ścieżki lub wracając z wyższej podróży musimy jednak przejść przez 1-3 ścieżki zanim dojdziemy do tej, na której zwiedzanie się wybraliśmy. Jeżeli nie chcemy poświęcać na nie czasu i energii, możemy zwyczajnie ‚przelecieć’ przez każdą ścieżkę na podobnej zasadzie jak w filmach s-f statki wchodzą w prędkość warpową 😉 a czas spędzamy właściwie tylko na wejściu i w świątyniach sefirotów. U mnie ta metoda sprawdza się doskonale, ale też i zawsze byłem zwolennikiem technologii w praktykach magicznych 😉 Tutaj każdy po prostu musi wypracować swoją metodę.

7. Zakończenie

Tak jak nasza podróż rozpoczęła się w Malkuth, tak i w niej musi się zakończyć. Jest to nasz, nazwijmy to ‚domyślny’ stan świadomości, w Malkuth też po prostu żyjemy. Jest to więc miejsce w którym także kończymy praktykę pathworkingu. Gdy do niej wrócimy, możemy spokojnie wrócić do normalnego stanu i zakończyć operację stosownym bannishingiem.

Na koniec pozostaje nam jeszcze analiza całej wyprawy. Ze względu że jest to podróż mentalna, nie sposób wykluczyć zwykłej fantazji zamiast realnego kontaktu z aspektami wybranej ścieżki. Gdyby zawsze pojawiały nam się tylko i wyłącznie symbole znane z korespondencji i wyglądu czy opisu kart nie byłoby z tym problemu, zwłaszcza że nie sposób siadać do pathworkingów bez lektury liber 777. Niech nikt się więc nie zdziwi jeśli zobaczy komputery czy giełdę papierów wartościowych – sami jednak musimy rozgryźć czy są to symbole, czy też tylko iluzja zmęczonego umysłu który ciągle chce coś tworzyć uciekając w fantazję. To co mogę zasugerować na koniec to radę aby nigdy nie brać na serio tego co zobaczymy. Zawsze powinniśmy to dobrze przeanalizować ponownie porównując w korespondencjach i opisie karty. Czasem dopiero wtedy dojrzymy w niezrozumiałej scenie jej znaczenie – a czasem w na pozór oczywistej, zadamy sobie pytanie ‚co to kurwa jest i skąd się tam wzięło?’ 🙂 A nawet jeśli uznamy że wiemy o co chodzi – pamiętajmy że Drzewo Życia to mapa, a mapa to nie terytorium.

Uwagi końcowe

Jak widzicie, pathworking mimo że ma pewne założone ramy scenariusza, jest jednak bardzo osobistą praktyką, która ma nam uzmysłowić zależności między hermetyczną symboliką a naszym prywatnym życiem, zwłaszcza jeśli do pracy zaprzęgniemy zarówno Major Arcana, jak i naszą wewnętrzną symbolikę.
Każdy kto zwyczajnie medytował nad kartą tarota z pewnością zobaczy duże podobieństwa między taką medytacją a zaprezentowaną wyżej praktyką. Z pewnością więc pojawi się pytanie dlaczego by nie wejść od razu na wybraną ścieżkę? Odpowiedź jest jedna – bo mimo iż trzonem praktyki jest zwiedzanie ścieżki, to jednak cel nadrzędny pathworkingu wychodzi mocno ponadto. Mimo konstrukcji wędrówki po Drzewie Życia, to poza tym jest to podróż w nas samych, pokazująca nam że jest wiele dróg do tego samego celu, co najlepiej też widać po korespondencjach GD vs Crowley. Stosowanie boskich imion oraz symboli kluczy sprawia że lepiej otwieramy się na poznanie i zrozumienie aspektów danej sfery, a pracując z kompletnym systemem dużo łatwiej się po nim poruszać niż błądzić po omacku. No i jakoś tak wychodzi że praktyka magiczna daje lepsze efekty niż zwykła medytacja 😉

Z pewnością warto również zwrócić uwagę na fakt istnienia różnych wariantów tej praktyki. Niektórzy inwokują wcześniej energie, inni nie. Niektórzy wzywają przewodnika do każdej ścieżki, inni nie. Niektórzy wibrują całą hierarchię przed wejściem do świątyni sefiry, inni nie. Niektórzy wibrują boskie imiona przypisane danej ścieżce zanim na nią wejdą, inni nie. Każdy też z pewnością inaczej widzi samą świątynię każdej sefiry. Często po ponownej wizycie możemy zastać zgoła inny krajobraz, zarówno jeśli chodzi o sefire, jak i o samą ścieżkę…

Jak widać więc, pathworking jest naprawdę dobrą ale też i cholernie wymagającą praktyką. Zapewniam jednak że ten wysiłek naprawdę procentuje gdy wybieramy się w podróż po Drzewie Życia. Z pewnością będzie też świetnym wprowadzeniem w kabałę dla osób które używają tarota tylko do dywinacji, a kabałę kojarzą tylko z Madonną czy Żydami 😉

3 thoughts on “Pathworking i podróż mentalna

  1. magus11 says:

    Osobiście polecam przeprowadzać kabalistyczne ścieżkowanie raczej z zamysłem odkrywania tego, co znajduje się w odwiedzanych sferach, bez wcześniejszego studiowania korespondencji (choć oczywiście z jakąś podstawową wiedzą – jakoś trzeba nawiązać kontakt z odpowiednią płaszczyzną). Czyli najlepiej zwiedzać całe Drzewo Życia od początku aż do napotkania bariery, praktykując codziennie i poświęcając przynajmniej tydzień na każdą jedną sefirę i ścieżkę, sprawdzając po tym czasie swoje wyniki z Liber 777. W ten sposób można bardzo dobrze rozwinąć zdolności jasnowidzące, co stanowi alternatywę sekcji drugiej z Liber E, z jednoczesnym uczeniem się korespondencji. O ile mi wiadomo, tak ta praktyka była wykonywana pierwotnie przez Mathersa, tylko że on nie miał za bardzo do czego przyrównać swoich wyników (choć co prawda sam był już po kilkuletnim magicznym treningu).

    Jeszcze inna dobra opcja to próbować ze ścieżkowania uzyskać wiedzę o tych aspektach danych ścieżek, które nie są zbyt jasno wyrażone w tabelkach, jak np. kolumna „moce”. Oczywiście, wiele tutaj będzie zależeć od subiektywnej interpretacji i dla lepszych, bardziej obiektywnych wyników zalecałbym, w miarę możliwości, podejść do takiego działania grupowo.

    Warto tu jeszcze wspomnieć o Liber Arcanorum, które stanowi świetną bazę działania do ścieżkowania, gdyż wiąże się z czystszymi aspektami duchowymi owych ścieżek, a także zapewnia mniej sugestywną podstawę wizualną.

    Fr. L.V.X.

    • koles says:

      dzieki lux za komentarz.
      w sumie to podejscie ktore opisales tez pewnie jest dobre bo wykluczy wplyw przyswojonych wczesniej informacji. duzo latwiej wiec zweryfikowac czy dobrze sie podlaczylismy czy odjechalismy w fantazje. dla mnie jest to szczegolnie istotne gdy nie wchodze w obraz triumfu tylko otwieram sie na to co samo mi sie wykreuje.

      z ciekawosci tez zapytam co masz na mysli piszac o barierze? problemy z przyswojeniem sobie okreslonej sfery sciezki czy sefiry?

      w kwestii jasnowidzenia przyznam ze podchodze do tego dosyc sceptycznie. co prawda praktyka dobrze rozwija nasza intuicje ale aby do tego stopnia?

      • magus11 says:

        Przez „jasnowidzenie” rozumiem tu „scrying”, jako zdolność „wizji/podróży astralnej/duchowej”, jak w wymaganiach stopnia Neofity w A∴A∴. W tym kontekście jest to naprawdę dobre ćwiczenie, które jak zauważyłeś, pomaga nauczyć się odróżniać fakty od własnych uprzedzeń. Choć względem jasnowidzenia (w powszechnym rozumieniu tego słowa), różnica i tak tkwi tylko w stopniu dosłowności otrzymywanych wizji.

        Jak chodzi o barierę, jest to pewna granica, której na danym etapie może praktyk po prostu nie móc przebyć, gdyż wykracza poza jego korespondencje. Różnie może się to objawiać:
        – zakłócenia w wizji,
        – wizje ataków ze strony obcych istot,
        – wizje niepokrywające się zupełnie z faktycznymi korespondencjami (odpływanie w wyobraźnię),
        – fizyczne dolegliwości (np. nasilony ból głowy),
        – niechęć do kontynuowania tej formy praktyki i jej zaniechanie.

        Możliwości pokonania takiej bariery:
        – kontynuowanie praktyki i odbywanie „lekcji” na ścieżkach, czy też zapoznawanie się z atmosferą sefir (np. poprzez mantrę i pranajamę),
        – studia nad Tarotem itp. (ścieżki), synchronizacja z energią sfer poprzez rytuały inwokacyjne, np. Większy Rytuał Inwokacji Heksagramu (sefiry),
        – przechodzenie formalnych inicjacji zakonnych,
        – jakieś inne, które nie przychodzą mi teraz do głowy.

Comments are closed.