Parę słów o eklektyzmie

Powody sięgania do praktyk magicznych bywają różne. Za punkt wyjścia przyjmijmy magię rezultatu. Ma znaczenie to, co przynosi pożądane rezultaty, co działa na nas. Podejmujemy konkretne działania, by uzyskać konkretne (również wymierne) korzyści.

Takie działanie popularne jest przy eklektyzmie, czy też eklektyzm często wynika z takiego działania. Ludzie łączą praktyki z różnych doktryn, w zależności od własnych upodobań. Ma to swoich zwolenników i przeciwników.

Eklektyzm często traktowany jest z pogardą. W czym jest gorszy od tradycyjnych systemów?
Stare systemy zawierają konkretną wizję świata, która zawsze układa się w jakąś możliwą do zrozumienia całość. Funkcjonują wiele lat i ich praktyki są sprawdzone. Wiemy, że dadzą efekty komuś, kto wdraża się w taki system i sumiennie praktykuje. Często też jesteśmy w stanie określić, jakiego rodzaju będą to efekty (co dane praktyki mają na celu).

Z kolei sięgając po coś nowego, przecieramy zupełnie niezbadany szlak. Nie wiemy, czy za tymi zaroślami kryje się droga, czy w ogóle jest możliwe wydeptać jakąś ścieżkę w ten sposób. Nie wiemy, jak to wszystko będzie ze sobą współgrać (o ile w ogóle).

Nie każdy jest w stanie osiągać choćby drobne efekty w zupełnie intuicyjny sposób, w myśl zasady: wymyśl rytuał, nadaj mu znaczenie, wykonaj go, otrzymaj rezultat. Dlatego też konieczne wydaje się sięgnięcie do starych tradycji, które wyrabiają magiczną moc, nawyki, uczą wielu niezbędnych przy praktyce umiejętności i pozwalają poznać, jakie cechy są magowi potrzebne. Nawet jeśli kogoś w zupełności satysfakcjonuje praca wyłącznie z sigilami, to nie każdy ma na starcie na tyle rozwiniętą wizualizację, czy koncentrację, by móc osiągać efekty częściej, niż tylko losowo, od przypadku do przypadku.

Kolejna kwestia, która przewija się w temacie „dowolności praktyk”. A jeśli otrzymuję rezultaty z dowolną techniką, którą wybieram na warsztat i którą w dowolny sposób do siebie dostosowuję, to dlaczego mówią mi, że nie mogę sobie z Goetii wybrać tylko tego, czego chcę, pomijając procedury, które mi z jakichś względów nie pasują?
Żeby móc „łączyć”, należy wiedzieć jak to robić i gdzie są granice. Nie zwracasz się do Marsa ze sprawą sercową. Nie prosisz delikatnej Afrodyty o pomoc w walce na ringu. „Dowolność” ma ten negatywny wydźwięk, że w swej definicji gubi pojęcie „sensu”. Z jednej strony nikt nie jest w stanie zabronić ci poskładania puzzli według twojego widzimisię, a z drugiej warto zapytać… po co? Spójrz na te swoje puzzle, szczepione na siłę w jakąś abstrakcyjną figurę i na ilustrację, którą opatrzone jest pudełko od puzzli.
Sięgając do systemu bierzemy go całościowo. Pracując z danym bóstwem należy szanować jego symbolikę, tradycje, zasady rządzące rytuałami ku jego czci. Pracując z demonami Goecji należy szanować Goecje i instrukcje tam zawarte. Dodatkowo zabawa z puzzlami nie wyrządzi nam krzywdy większej niż narażenie się na śmieszność. A próba przyzwania demona w sposób zupełnie do niego nieadekwatny może już jak najbardziej skończyć się nieciekawie. Mogą zrobić nam kuku.

Stąd też spotykamy krzywe spojrzenia w reakcji na wypowiedź typu: „jestem magiem, praktykuję magię hermetyczną, Wiccę, szamanizm, wampiryzm, magię chaosu i pracuję z czakrami”. Czymś takim można narobić sobie niezłego syfu, nie rozwodząc się już nawet nad tym, że niektóre rzeczy się wzajemnie zupełnie wykluczają.
(Świadoma magia chaosu potrafiąca łączyć sprzeczne systemy i będąca czymś ponad sigilizację i wybiórczą pracę z wybiórczymi bóstwami, to nieco inna kwestia, na której nie będę się tutaj skupiać.)

Zadzierasz z mocami, które istnieją. Niezależnie od tego, czy dzisiaj w nie już nie wierzysz, choć wczoraj wierzyłeś.

Najczęściej po próbach różnych praktyk, zaczerpniętych z różnych miejsc, nic złego nas nie spotyka. W najgorszym wypadku nie zauważamy rezultatów naszej „magii”. Może to zależeć m.in. od niewyrobienia magicznej mocy (brak poświęcenia wcześniej odpowiedniej ilości czasu na konkretne praktyki, pracę, zaznajamianie się z symboliką). Jadąc na deskorolce powoli nie zaznasz urazu, gdy upadniesz (chyba, że będziesz mieć dużego pecha. Zależy też, czy uczysz się jeździć w miejscu do tego przeznaczonym, czy obok ruchliwej ulicy). Ale z czasem, gdy nabierasz więcej „mocy”, robisz coraz bardziej skomplikowane tricki i nabierasz prędkości – upadek przy takich okolicznościach może być tragiczny w skutkach. Dlatego ważne jest odpowiednie wypracowanie umiejętności i koncentracja, aby móc tego upadku uniknąć.

Czasem zaczynamy widzieć dziwne rzeczy, nierzadko sami nakręcając tę paranoję, podekscytowani, że nasza magia „działa”, że fizycznie „widzimy” energie i byty. Pół biedy, jeśli to tylko wytwór naszej wyobraźni, który znika, kiedy zajmujemy się bardziej realnym życiem a mniej mistycyzmem.

Łapiąc się tak wielu praktyk, z taką dowolnością, otwieramy bardzo wiele drzwi, żadnych za sobą nie zamykając. Wchodzimy w korytarze, gdzie każdy prowadził do jakiegoś celu, a my łączymy je ze sobą tworząc labirynt. Czasem z takich drzwi może napłynąć bardzo wiele syfu, z którym potem ciężko sobie poradzić… Bo i jak, jeśli brakuje praktyki, wiedzy, a odprawiane rytuały zaczerpnięte zostały z internetu i komercyjnych książek z półki „ezoteryka” w empiku? To jest właśnie ta gorsza ewentualność „dowolności” (nierzadko zrodzonej z lenistwa i ignorancji).

Ciężko nazwać złym eklektyzm sam w sobie. Zresztą we współczesnej Europie ciężko w ogóle odnaleźć funkcjonujący system całkowicie wolny od eklektyzmu.
Należy jednak myśleć, co i po co się robi. To nasze działania nadają znaczenie, czynią sprawy „dobrymi” i „złymi”, pożądanymi i niepożądanymi.