Notatki o Kabale – Hod i Netzach

Hod i Necach

„Przedmioty posiadają możliwości zaistnienia dla każdej sytuacji. Możliwość występowania w danych sytuacjach jest formą przedmiotu. Forma zaś jest możliwością wystąpienia danej struktury.”

Wittgenstein

„Ponieważ uczucie jest pierwsze
kto zwraca uwagę
na składnię rzeczy
i tak nigdy nie pocałuje cię ona w pełni,”

E.E. Cummings

Nazwę sefiry Hod tłumaczy się czasami jako Wspaniałość, a czasem jako Chwałę. Nazwę Necach zazwyczaj tłumaczy się Zwycięstwo, a czasami jako Wytrzymałość sporadycznie jako Wieczność. Mimo, że podjęto wiele prób wyjaśnienia nazw tej pary sefirot, to nie posiadam wiedzy dotyczącej przekonującego wyjaśnienia.

Te sefirot powiązane są z nogami i są traktowane zwykle jako para w taki sam sposób jak nogi, nie zaś indywidualnie. Uzupełniają się one wzajemnie, ale nie są swoimi przeciwieństwami, podobnie jak siła i forma. Ta para sefirot stanowi pierwszy napotkany przykład biegunowości formy i siły podczas wspinania się z powrotem od sefiry Malchut po drodze zstępującej błyskawicy. Forma i siła na poziomie Hod i Necach są dokładnie ze sobą wymieszane: aspekt siły reprezentowany przez Necach jest zróżnicowany dzięki mnogości sił (przykład formy dla aspektu siły), a z kolei aspekt formy, przedstawiany przy pomocy Hod działa w sposób dynamiczny dzięki scalaniu się nowych form i struktur (przykład siły dla aspektu formy). Na tym poziomie oba sefirot przedstawiają różnorodność wielu typów świadomości, które w starszych tekstach są tytułowane jako „armie” lub „zastępy”. Aby zrozumieć, dlaczego są określane tym mianem konieczne jest spojrzenie na archaiczny aspekt Kabalistycznej symboliki w której Drzewo Życia jest reprezentacją królestwa.

Jednym z tytułów Tiferet jest Melech, czyli król. Król ten jest dzieckiem Chochmy (Abba, ojciec) i Biny (Aima, matka), a więc jest synem Bożym, noszącym koronę Keter. Sefira Malchut zaś jest Królestwem, a zarazem królową (Malcha) i narzeczoną (Kalla). W prawej ręce król dzierży miecz sprawiedliwości (powiązany z Gewurą), a w lewej berło władzy (powiązane z Chesed) i rządzi armiami czy też zastępami (Cabaot), którymi są Hod i Necach.

Poprzez użycie idei królewskości jako przenośni zostaje nam przekazane coś, co z jednej strony zostaje ukryte, a z drugiej ujawnione (dzięki danemu kontekstowi znaczeniowemu sefirot) i jest nieuniknioną częścią Kabalistycznej symboliki, a w tym przypadku dzięki przypisaniu Hod i Necach do „armii” zostaje uchwycone coś użytecznego na temat natury świadomości z tego poziomu: świadomość jest podzielona na niezliczone walczące ze sobą frakcje i jeśli nie ma prawego króla rządzącego królestwem duszy (co jest sytuacją dość powszechną), to wtedy armie wybierają kolejnych liderów z szeregu, którzy noszą krzywo koronę i okupują tron tak długo, aż nie znajdzie się inny pretendent. Na ten temat będę miał więcej do powiedzenia.

Interpretacja psychologiczna Hod głosi, że sefira ta powiązana jest ona ze zdolnością do myślenia abstrakcyjnego, konceptualizacji, rozumowania, komunikacji i wynika to z faktu, że w celu przetrwania rozwinęliśmy układ nerwowy zdolny do budowania wewnętrznych reprezentacji świata.

Mogę jeździć samochodem po Londynie, ponieważ posiadam wewnętrzną reprezentację Londyńskiego układu ulic. W tym samym samochodzie mogę rozpoznać usterki, ponieważ mam wewnętrzną reprezentację mechanicznych i elektrycznych układów oraz tego jak mogły zawieść. Mogę pisać ten tekst bez patrzenia na klawiaturę, bo wiem gdzie są rozmieszczone klawisze, a Twoja zdolność do czytania tego co napisałem z góry zakłada naszą wspólna wiedzę na temat znaczeń słów i tego co reprezentują.

Nasze układy nerwowe posiadają całkowicie fundamentalną zdolność do tworzenia wewnętrznych reprezentacji z informacji, którą postrzegamy naszymi zmysłami. Podstawową cechą świata jest z kolei to, że jest większy niż mój układ nerwowy. Być może dlatego, że nie jestem w stanie tworzyć dokładnych, wewnętrznych reprezentacji świata, jednym ze znaczeń słowa „myślenie abstrakcyjne” jest „cicho usuwać”. Właśnie to robi układ nerwowy: cicho usuwa większość tego co dzieje się w świecie w celu stworzenia skróconej i abstrakcyjnej reprezentacji rzeczywistości z wszystkimi istotnymi (istotnymi dla mnie) fragmentami podkreślonymi zakreślaczem. Jest to świat w którym żyję „ja”; nie w świecie „rzeczywistym”, ale wewnętrznej rzeczywistości zsyntezowanej przez mój układ nerwowy.

Stało się to tematem wielu dociekań filozoficznych i ciężko sobie wyobrazić z jaką łatwością nasze układy nerwowe mogłyby zniekształcać czy wręcz produkować rzeczywistość bez poczucia niepokoju. Jednak osobiście jestem o to spokojny codziennie obserwując, że większość osób dorosłych może prowadzić samochód na ruchliwej drodze przy 80 milach na godzinę i przy rozsądnym bezpieczeństwie. Poddaje to myśl, że mimo iż nasza syntetyczna wewnętrzna reprezentacja świata nie jest dokładna, to nie jest z nią w końcu tak źle .

Abstrakcja nie kończy się na etapie budowania wewnętrznej reprezentacji świata zewnętrznego. Mój układ nerwowy lubi traktować moje wewnętrzne reprezentacje świata jako kolejną dziedzinę nad którą może przeprowadzać dalsze procesy myślenia abstrakcyjnego, a ten podrzędny nowy świat abstrakcji, ponownie traktować jako jeszcze inną dziedzinę i tak w nieskończoność, dodając zarazem do podstawowej definicji „myślenia abstrakcyjnego”: „oddzielać poprzez działanie umysłu, jak i  formować ogólną koncepcję z uwzględnieniem poszczególnych przypadków”. Jako przykład załóżmy, że ktoś prosi mnie o popatrzenie na ekran komputera i opisania tego co widzę. Nie mam pojęcia czego oczekiwać.

„Hmmm…dużo ciągle przypadkowo poruszających się kropek… różnokolorowe  kropki… czerwony, niebieski, zielony. O, kropki zdają się grupować… tworzą kręgi… wszystkie kropki w każdym poszczególnym kolorze tworzą kręgi, mnóstwo małych kręgów. Teraz te kręgi zbierają się, by utworzyć liczbę… to 3. Teraz oddalają się od siebie tworząc inną liczbę… to 15… teraz 12, 9, 14. Czy to jakiś rodzaj testu? Czy muszę odgadnąć następną liczbę z szeregu? Co te liczby mogą oznaczać? O co tu chodzi? Hmmm… liczby mogłyby oznaczać litery alfabetu… zobaczmy. C..O..L..I…N. To moje imię!”

Kropki na ekranie są prawdziwe – są rzeczywistymi, odrębnymi, mierzalnymi punktami światła na ekranie. Mógłbym sprawdzić obecność świecących kropek używając miernika świetlnego. Kolory są syntezowane w siatkówce mojego oka; różne elementy mojego oka odpowiadają za różne częstotliwości będące w świetle i dodają wewnętrzne doświadczenie, które określamy mianem „czerwony”, „niebieski”, „zielony”. Kolory nie występują w świetle: istnieją w moim postrzeganiu światła, utworzonym przez oko samo w sobie. Okręgi nie istnieją: biorąc pod uwagę naturę wyjścia komputerowego na ekran, są tylko poszczególnymi pikselami, i to jedynie mój układ nerwowy, który konstruuje okręgi. Liczb również tam nie ma: jedynie z powodu mojego określonej edukacji (dzielonej z osobą, która napisała program) jestem w stanie dostrzec wzorce stojące za abstrakcyjnymi liczbami we wzorach okręgów przykładowo.

A kiedy zacznę rozmyślać na temat znaczenia ciągu liczb to już właściwie zostawiłem świat rzeczywisty daleko za sobą: nie tylko „liczba” jest złożoną abstrakcją, ale kiedy zadam pytanie o „znaczenie” „ciągu liczb” to już właściwie pracuję z jeszcze bardziej „abstrakcyjną abstrakcją”. Moja zdolność do radosnego żonglowania liczbami i literami oraz zadecydowania, że jest pewna zbieżność między abstrakcyjnym ciągiem liczbowym „3,5,12,9,14” i ciągiem znaków „COLIN” to jedna z tych powszechnych rzeczy, których może dokonać każda osoba. Ukazuje to jak łatwo stać się całkowicie oderwanym od świata zewnętrznego i działać w wewnętrznym świecie abstrakcji, które mogą być oderwane od czegokolwiek w świecie przez tak długi czas, że bez sekundy zastanowienia brane są one za rzeczywistość.

Równocześnie z naszą zdolnością do postrzegania struktur w wewnętrznym świecie abstrakcji, posiadamy też zdolność do dopasowywania w nim do siebie pewnych faktów. Kiedy mówię, że „Filiżanka jest na stole”, to inna osoba jest w stanie z pośród wszystkich informacji docierających do jej zmysłów rozpoznać w świecie rzeczywistym, coś powiązanego z abstrakcją „stołu”, coś powiązanego z abstrakcją „filiżanki” i stwierdzić związek „bycia na”.

Dlaczego „filiżanka” i „stół” są abstrakcjami? Czy są nieprawdziwe? Są abstrakcjami, dlatego, że słowo filiżanka (czy stół) nie określają żadnej konkretnej filiżanki na świecie. Gdy używam danego słowa, to zakładam, że słuchacz posiadł już wewnętrzną reprezentację abstrakcji przedmiotu „filiżanki” i potrafi użyć tej abstrakcyjnej reprezentacji filiżanki by zidentyfikować konkretny przedmiot w kontekście w którym został wydany mój komunikat.

Normalnie nie jesteśmy świadomi tego procesu i gdy mamy do czynienia z prostymi zdaniami na temat rzeczywistych przedmiotów w realnym świecie, wcale nie musimy być go świadomi. Uważam, że wiem, czym jest filiżanka, i spodziewam się, że ty również to wiesz. Jeśli nie wiesz, prosisz kogoś, żeby ci pokazał kilka z nich.

Życie staje się bardziej skomplikowane, kiedy mamy do czynienia ze złożonymi abstrakcjami, które są zdefiniowane wyłącznie dzięki umowie z innymi ludźmi i nie mają odpowiednika w świecie rzeczywistym. Czym jest „kontrakt”, „porozumienie”, „pożyczka”, „ograniczona odpowiedzialność”, „zbiór”, „funkcja”, „małżeństwo”, „czyn niedozwolony”, „sprawiedliwość naturalna”, „sefira”, „religia”, „grzech”, „dobro”, „zło” i tak dalej (i dalej).

Zawieramy wtedy umowę dotyczącą definicji tych rzeczy przy użyciu języka. Podczas gdy, w niektórych przypadkach, przykładowo zagadnienie matematyczne, które jest całkowicie i jednoznacznie zdefiniowane za pomocą języka, to w innych przypadkach (przykładowo „dobro”, „grzech”) nie ma ogólnie przyjętych definicji. Życie jest dodatkowo skomplikowane przez powszechny brak uzmysłowienia sobie, że te wewnętrzne abstrakcje  rzeczywiście wewnętrzne. Nie trudno znaleźć ludzi dokonujących projekcji wewnętrznych abstrakcji na świat tak jakby były nieodłączną częścią struktury istnienia i uważających, że są one tak obiektywnie rzeczywiste, jak konkretna filiżanka i konkretny stół o których mówiłem wcześniej. Małżeństwo już wtedy nie jest umową pomiędzy mężczyzną i kobietą; jest posiadłością stworzoną w niebie. Czym jest niebo? Bóg wie. A czym jest Bóg? Klep swoje własne definicje, a się w końcu pokłócimy- to jest właśnie sposób w jaki odpowiada się na tego typu pytania.

Trzecim składnikiem, który pojawia się wraz z abstrakcją i językiem by dopełnić istotę sefiry Hod jest rozum i jego formalny potomek, logika. Rozum jest zdolnością do wyrażania i uzasadniania naszych przekonań o świecie przy użyciu bazy zawierającej powszechnie uzgodnione fakty oraz przy wykorzystaniu ogólnie przyjętej techniki łączenia faktów w celu wyciągania sensownych wniosków.

Jeżeli rozum uzna się za jedną z wielu możliwych metod, używanych do stwierdzania co jest prawdą o świecie w którym żyjemy, czy do ustalania, które modele rzeczywistości są sensowne a które nie, to wtedy staje się niesamowicie potężnym narzędziem. W okresie rozkwitu tego poglądu byli tacy, którzy postrzegali rozum za najbardziej boską zdolność, zdolność ludzkości najbardziej podobną do Boga i to właśnie dziedzictwo jest wciąż z nami- słowa takie jak „nierozumny” i „nieracjonalny” często są używane, żeby zaatakować i oczernić osoby, które nie wyjaśniają tego co robią (lub tego nie potrafią)  i dlaczego to robią.

Nie ma oczywiście żadnego „powodu”, dla którego musielibyśmy „wyjaśniać” lub „uzasadniać” cokolwiek, nawet przed nami samymi, ale maszyna rozumująca wewnątrz nas domaga się wyjaśnienia dla każdego zjawiska i powodu dla każdego działania. Jest to szczególna cecha rozumu- jest on obsesyjnym modułem świadomości. Inną właściwością rozumu jest to, że działa na zasadzie „śmieci na wejściu, śmieci na wyjściu”: jeśli podstawa danych założeń używanych przez pewną osobę do rozumowania jest śmieciami, to tym samym będą wnioski – poświadczeniem tej zasady jest to, co 2000 letnia Chrześcijańska teologia osiągnęła za pomocą zasad dialektycznych odziedziczonych po Arystotelesie.

***

Sefira Hod w Kolumnie Formy reprezentuje dynamiczną syntezę abstrakcyjnych form w świadomości, a najlepszym tego przykładem jest abstrakcja, język i rozum. W przeciwieństwie do niej sefira Necach w Kolumnie Siły reprezentuje emocjonalne stany świadomości, które wpływają na to jak działamy i reagujemy: są one różnie określane jako potrzeby, zamierzenia, popędy, odczucia, nastroje i emocje.

Trudno jest pisać o stanach emocjonalnych tak, by zrozumieć różnice pomiędzy potrzebami, zamierzeniami będącymi po jednej stronie, a odczuciami i nastrojem z drugiej. Uważam, że jest to szczególnie trudne, ponieważ istotą smutku jest bycie smutnym, istotą ekscytacji jest odczucie ekscytacji, istotą pragnienia jest dolegliwe, chutliwe, nieprzeparte odczuwanie pragnienia, a już będąc do szpiku kości precyzyjnym należy wspomnieć, że definiowanie odczuć przynależy do istoty sefiry Hod, a nie Necach.

Te stany są nieopisywalne. Mogą być wytworzone w innej osobie, ale nie mogą zostać opisane. Bycie bezstronnym, abstrakcyjnym i precyzyjnym w stosunku do sefiry Hod jest możliwe dlatego, że abstrakcyjna bezstronna precyzja idealnie oddaje ten aspekt świadomości, ale kiedy próbuje opisać coś dotyczącego Necach, to można poczuć pokusę, by spróbować wyrazić uczucia same w sobie, co jest zadaniem bardziej nadającym się dla poety czy muzyka, aktora czy tancerza. Pogódź się z niekorzystnym ograniczeniem za tym idącym, ale ograniczeniem  które nie koniecznie musi występować podczas nauki Kabały od kogoś z pierwszej ręki.

Necach znajduje się na Kolumnie Siły, ale zanim Błyskawica dotrze do Necach to przechodzi przez Binę i Gewurę, które znajdują na Kolumnie Formy i właśnie z tego powodu reprezentuje ona siłę uzależnioną i ograniczoną poprze formę; kiedy mówimy o Necach to rozmawiamy o różnych drogach przez które forma może być ukształtowana i ukierunkowana tak samo jak wyciśnięta z tubki pasta do zębów. Pasta o której mówimy jest czymś co będę nazywał „siłą życiową” lub „energią życiową”. Z reguły, gdy mam jej dużo, to czuję się dobrze i pełen witalności, a gdy nie mam jej zbyt wiele, to czuję się słaby, zmęczony i bezradny.

Kontynuując tą nieco falliczną metaforę pasty do zębów, wielkość ciśnienia w tubce powiązana jest z moją witalnością; kierunek w którym pasta do zębów wydostaje się na zewnątrz powiązany jest z potrzebą lub zamierzeniem; a kształt końcówki powiązany jest z odczuciem. Te trzy czynniki – ciśnienie, kierunek i końcówka decydują o tym, w jaki sposób wypływa pasta do zębów; dlatego też możemy powiedzieć, że istnieją trzy zmienne nadające formę paście do zębów (albo energii życiowej).

Wydawać by się mogło, że zakładanie, iż wszystkie potrzeby, zamierzenia i odczucia są po prostu formami przejawów czegoś bardziej podstawowego, jakiejś „niezależnej siły” są pod względem metafizycznym dość naciągane i niepotrzebne, ale Kabała to przede wszystkim narzędzie do eksplorowania stanów wewnętrznych, a istnieją takie stany wewnętrzne (a z pewnością z mojego doświadczenia) gdzie siła ta jest doświadczana w sposób bezpośredni, ze znacznie mniejszą zawiłością i stąd też potrzeba zastosowania niezgrabnych metafor związanych z pastą do zębów.

Podręczniki psychologii definiują potrzebę jako stan wewnętrzny, który skutkuje określonym zachowaniem i omawiają potrzeby takie jak pragnienie, głód, seks, ciekawość itd. Te rzeczy są interesujące, ale  takie podstawowe i wrodzone potrzeby, które mają naturę „ogólnie znanych faktów” praktycznie nikogo nie doprowadzą do bardziej indywidualnego wglądu do pytań „dlaczego zachowuję się inaczej od innych ludzi?” lub „czy powinienem zmienić swoje zachowanie?” albo jeszcze bardziej interesującego „do jakiego stopnia mam (lub mogę mieć) wpływ na moje zachowanie?” Oprócz wrodzonych potrzeb warto również spojrzeć na potrzeby, które zostały nabyte (to znaczy wyuczone), które dla wygody nazywał będę „zamierzeniami”, ponieważ ludzie są zazwyczaj świadomi „zamierzeń” czegoś konkretnego.

Dla przykładu, osoba może zamierzać:

  • kupić tabliczkę czekolady
  • iść do toalety
  • posiadać lepszy samochód
  • mieć z kimś relację seksualną
  • żyć wiecznie
  • być szczuplejszym (bardziej umięśnionym, wyższym, jaśniejszym, bardziej opalonym…)
  • przeczytać książkę
  • zdobyć uznanie społeczne w obrębie danej grupy
  • zwyciężyć w dyscyplinie sportowej
  • iść na zakupy
  • iść spać.

Te „zamierzenia” są nie tylko rodzajem rzeczy których chce wielu ludzi, ale  mogą również wszystkie jednocześnie występować u jednej osoby. Niektóre zamierzenia przez wiele lat mogą być ciągle podduszane przy odstawieniu na wyłączonym palniku kuchennym, ale może być też zadziwiająca mnogość naczyń i patelni już czekających na niezwłoczne włączenie kuchenki. Świadomość zwykłego człowieka śmiga po całej kuchni jak obłąkany szybko obsługujący kucharz, mieszający jedno danie, a serwujący inne, wrzucający naczynie na kuchenkę tylko na kilka minut, by go zdjąć i położyć na jego miejsce coś innego, wrzucając całe posiłki do pojemników tylko po to by kilka minut później naczynia zostały z powrotem opróżnione. Wybór, które naczynie trafia na gorącą płytę kuchenki, zależy w dużej mierze od nastroju i przypadku.

Niektórzy ludzie mogą planować swoje życie jak kampanię wojenną, ale większość z nich tego nie robi. Większość osób ma o wiele więcej zamierzeń niż godzin w ciągu dnia by je zrealizować, a te które są rzeczywiście zaspokojone w danym dniu to bardziej działanie przypadku niż zamysłu. W momencie seksualnego zadurzenia porzuca się kariery (wraz z pozycją i poczuciem bezpieczeństwa); pragnienie by jeść walczy z pragnieniem bycia szczupłym; pisarz przenosi się na wieś by pisać wielką powieść i zajmuje się wszystkim oprócz pisania; manager rozpaczliwie próbuje skończyć pilne sprawozdanie, ale przyłapuje się na marzeniu o samochodzie, który widział na parkingu; student pod wpływem impulsu odstępuje od ważnego wypracowania, by wyjść gdzieś razem z przyjaciółmi.

Nić energii losowo owija się wokół dowolnego spisu potrzeb i zamierzeń tworząc wymieszaną złożoność zwykłego człowieka. Poszczególna czynność jest szybko zastępowana przez inną jeśli tylko osoba próbuje pogodzić wszystkie swoje zamierzenia i popędy. Niestety, nie ma wymogu, by zamierzenia były wewnętrznie spójne i dopełniające się; niektóre z zamierzeń mogą się sobie bezpośrednio przeciwstawiać, tak jak pragnienie do zapalenia papierosa i pragnienie do rzucenia palenia.

Każde zamierzenie może być traktowane jako odrębny stan świadomości. Mogę jednego dnia jeść wystawny posiłek i w pełni czerpać z tego przyjemność, a następnego dnia mogę spojrzeć w lustro i poprzysiądz, że nigdy więcej nie tknę żadnej pizzy. To tak jakby dwie oddzielne istoty zamieszkiwały moje ciało, jedna która uwielbia pizzę oraz ta, która chce być szczupła i każda z nich realizuje swoje plany niezależnie od innej. Jedynie magiczny brokatowy pyłek niezłomnej pamięci podtrzymuje iluzje, że jestem pojedynczą osobą.

Kiedy beznamiętnie patrzę na moje osobiste zamierzenia i działania to mogę stwierdzić, że istnieje zastęp lub armia niezależnych istot rozpychająca się wewnątrz mnie, tłum sztucznych żywiołaków indywidualnie obdarzonych duszą poprzez wystarczającą ilość mojej energii by doprowadzić jedno szczególne pragnienie do urzeczywistnienia. Osobiście radzę sobie z pół-chaotycznymi skutkami panowania tego tłumu przez używanie tradycyjnego lekarstwa: kontaktu z otoczeniem.

Układam wewnętrznie komunikaty prasowe (różnorodne argumentacje i uzasadnienia) by, jeśli zajdzie taka potrzeba przekonać siebie i inne osobowości, że bałagan był spowodowany zewnętrznymi okolicznościami będącymi poza moją kontrolą (Nie miałem czasu ostatniej nocy), bądź z winy tych innych osobowości (zdenerwowałeś mnie) czy też że był on nieunikniony (Nie miałem wyboru, nie było innego wyjścia). W przypadkach kiedy mój kontakt z tym otoczeniem nie działa, to wznoszę kaplice bogom Poczucia Winy i przez lata dokonuje małych ofiar złożonych z żalu i ubolewania.

Omawiany właśnie stan świadomości jest normalny dla większości ludzi. Jest to wręcz pewien rodzaj szaleństwa. Każdego dnia w odpowiedzi na media reklamujące, czy też presję grupy rozpoczynają się nowe zamierzenia, a stare zamierzenia rywalizują ze sobą w grze o sumie zerowej. Pragnienia gnają tam i z powrotem po scenie świadomości tak, jak aktorzy w zamykających scenach Juliusza Cezara- kotłowaniny i wyprawy, ciała ścielące scenę, trąby i krzyki bitewne w kulisach, Brutus opadający na swój miecz, Antoniusz dopomina się o rynek – być może z tego powodu ta sefira zwie się Zwycięstwem!

Powiedziawszy to powinienem podkreślić, że to nie pragnienia i zamierzenia czy popędy powodują szaleństwo- Kabała nie umieszcza oceny wartości na pragnieniu, jak to czyni Buddyzm (głoszący, że pragnienie jest powodem cierpienia, i przez wnioskowanie, coś tam można przezwyciężyć). Szaleństwo wynika z zasad ustanawianych przez tłum, z dziwacznych wewnętrznych procesów usprawiedliwiania, racjonalizacji i poczucia winy, oraz utożsamiania siebie (jaźni) z rezultatem. Wrócę do tego przy omawianiu sefiry Tiferet, ponieważ błędne utożsamianie siebie (Jaźni) z samowolnym tłumem jest kluczowym elementem w omawianiu Tiferet.

Warto zauważyć, że idea mówiąca o tym ze ludzki umysł to zbiorowość, jest coraz bardziej ortodoksyjnym stanowiskiem naukowym. Wynika to z kilku oddzielnych linii dowodowych. Naukowcy pracujący nad sztuczna inteligencją uważają to za atrakcyjny model i ten punkt widzenia wyrażony został w Society of Mind przez Marvina Minsky’ego, jednego z najbardziej wpływowych pionierów w tej dziedzinie. Wiodący naukowiec kognitywistyczny Daniel Dennett również przedstawia tą ideę w książce Consciousness Explained [9], gdzie nazywa ją modelem świadomości „Wielokrotnych Szkiców”, i przeciwstawia ją ze spojrzeniem popularnym, który definiuje jako model „Teatru Kartezjańskiego”. Badania nad uszkodzeniami mózgu dostarczyły szczegółowych dowodów na różne dziwaczne sposoby w których poznanie może być wymuszone przez skazę organiczną, a w książce Mężczyzna, który pomylił swoją żonę z kapeluszem [37], Olivier Sacks przytacza przystępne i poruszające spostrzeżenia z kilku przypadkowych historii. A w końcu, szczegółowe dane z bogactwa neurofizjologicznych badań przy wykorzystaniu nowoczesnego sprzętu skanującego dostarczają precyzyjnych map nie tylko na lokalizację funkcji w mózgu, ale też wielu modułowych wzajemnych relacji między nimi.

***

Necach jest też powiązana z naszymi odczuciami, emocjami i nastrojami, bo właśnie one są tłem „psychologicznej pogody” silnie wpływającym na sposób w jaki myślimy i się zachowujemy. Niezależnie od tego co robię moja energia będzie różnie przejawiać się w zależności od tego kiedy jestem szczęśliwy, a kiedy nie. Czasami nastroje i emocje są uruchamiane przez konkretne zdarzenie, a czasami tak się nie dzieje: zespół lęku ogólnego i depresja są dość powszechne, ale już zespół szczęścia ogólnego może być mniej powszechny, chociaż też się zdarza.

Istnieją setki słów do opisu różnych nastrojów, emocji i odczuć, ale wydaje się że większość z nich odnosi się do różnych stopni intensywności tej samej rzeczy, albo tego samego odczucia w różnych kontekstach, a szereg autentycznie odrębnych wewnętrznych wymiarów wydaje się być niewielki. Depresja, niedola, smutek, szczęście, rozkosz, uciecha, zachwyt i ekstaza podobnie jak nienawiść, niechęć, przywiązanie i miłość wydają się leżeć wzdłuż tej samej osi. Istnieje ciekawe ćwiczenie do rozpoznawania prawdziwych, znacząco odmiennych odczuć, których możesz doświadczyć i polegające na faktycznym przywoływaniu poszczególnego odczucia. Próbowałem tego eksperymentu z wieloma osobami, i zapewne zauważysz mniej niż 10 odrębnych odczuć.

Najbardziej bezpośrednie i osobiste powiązania między Hod i Necach są powiązaniami psychologicznymi: racjonalne, abstrakcyjne, intelektualne i komunikacyjne z jednej strony oraz emocjonalne, motywujące, intuicyjne, estetyczne i nieracjonalne z drugiej. Powiązania planetarne i żywiołów wyraźnie to odzwierciedlają: Hod koresponduje z Kokab czy Merkurym i żywiołem Powietrza, zaś Necach z Noga czyli Wenus i żywiołem Wody.

Cnotą Hod jest uczciwość i prawdomówność, wadą – nieszczerość i zakłamanie. Jednym ze skutków bycia zdolnym do tworzenia abstrakcyjnych reprezentacji rzeczywistości i przekazywania ich pewnych aspektów z innemu człowiekowi, jest możliwość przeinaczania rzeczywistości, albo mówiąc dosadnie łgania w żywe oczy.

Iluzją Hod jest porządek, w sensie próbowania narzucenia swojego poczucia ładu na świat. Jest to bardzo widoczne o niektórych osób – kiedykolwiek coś się dzieje, to pragną jak najszybciej zaklasyfikować to i ogłosić z wielkim autorytetem „to tylko inny przykład XYZ”. Zaskakująca liczba osób, które sądzą, że są racjonalne twierdzić będzie bez zbadania dowodów w ten czy inny sposób, że nie ma czegoś takiego jak (duchy, telepatia, czegoś za darmo, UFO). Prawdopodobnie mają rację i nie mam co do tego osobistych czy też innych interesów, ale nie trudno rozróżnić kogoś, kto starannie rozważa za i przeciw podczas sporu i łatwo przyznaje się do niepewności od kogoś z mocnym uporządkowanym wyrokiem „świat taki jest i kropka”.

Iluzja porządku występuje, ponieważ ludzie mieszają ich własną wewnętrzną reprezentację świata ze światem samym w sobie i kiedy tylko stają w obliczu czegoś ze świata rzeczywistego, to próbują dopasować to do ich wewnętrznej reprezentacji sposób dzięki któremu można uniknąć reorganizacji czegokolwiek.

Iluzja porządku (że wszystko w świecie może być starannie sklasyfikowane) odnosi się ściśle do Klify przyporządkowanej Hod, która jest sztywnością lub sztywnym porządkiem. Jako dzieci wyruszamy z otwartym spojrzeniem na to jaki jest świat i do czasu gdy osiągniemy późny wiek dojrzewania lub wczesną dwudziestkę to spojrzenie staje się całkiem stężałe, jak zimna owsianka. Niewiele jest umysłów bardziej wypełnionych pewnością niż umysł osiemnastolatka.

Dobre krytyczne wykształcenie czasami posiada efekt mieszania owsianki na grudkowatą papkę, ale ona stopniowo zaczyna tężeć powtórnie (dopóki ciężka ręka losu w niej nie namiesza) i wielu ludzi w wieku średnim ma nieelastyczne spojrzenie na świat. Powszechnie uznaje się, szczególnie w przedmiotach ścisłych, że głęboko zakorzenione poczucie „tak właśnie jest” to największa przeszkoda w rozwoju. To dlatego geniusze komputerowi są często przedstawiani jako wyalienowani nastolatkowie- jest to symbol potrzeby silnej zdolności przystosowawczej w jednej z najszybciej zmieniających się i najbardziej rozbudowanych dziedzinach techniki.

Jeśli słyszysz jak jakieś dzieci słuchają muzyki i przyłapiesz się na myśleniu „Nie wiem, co o ni widzą w tym hałasie!” to wtedy to samo dzieje się z Tobą. Jeśli zauważysz siebie patrzącego za siebie do czasu kiedy wszystko było o wiele lepsze niż dziś i przyłapiesz się na oświadczeniu, że „nostalgia nie jest tym czym była kiedyś”, wtedy będziesz wiedział, że owsianka stała się bardzo zimna i bardzo sztywna. Twardy porządek jest nie tylko posiadaniem mocnego spojrzenia na to „jaki jest świat”; jest również utratą zdolności do zmiany, stawaniem się zamarzniętym w spojrzeniu na rzeczy, tak jak mucha uwięziona w bursztynie.

Wizja Hod to wizja Chwały. W świecie istnieje prawidłowość oraz porządek – nie wszystko jest iluzją- i kiedy ktoś jest zdolny docenić naturalny porządek w jego sensie abstrakcyjnym, na przykład dzięki matematyce to takie coś może prowadzić do prawdziwie religijnego, a nawet ekstatycznego doświadczenia. XIII wieczny Kabalista Abraham Abulafia opracował rygorystyczny system mistycyzmu Hebrajskich liter bazujący na literach Hebrajskiego alfabetu, ich symbolicznego znaczenia i ich abstrakcyjnych związków, kiedy są między sobą przestawiane tworząc różne „imiona Boga”. Spędzono wiele godzin na wytężonym skupieniu przy łączeniu tych liter według skomplikowanych zasad rodzących bardzo abstrakcyjne symboliczne znaczenia i spostrzeżenia, które prowadziły do ekstatycznych doświadczeń.

Takie samo uczucie wywołania zachwytu, może pochodzić z matematyki i przedmiotów ścisłych -uświadomienie sobie, że dynamika grawitacyjna w trzech wymiarach jest geometrią w czterech wymiarach, że rośliny są żywymi fraktalami, że liczby pierwsze są zalążkami wszystkich innych liczb; te proste spostrzeżenia właściwie z takim samym prawdopodobieństwem mogą doprowadzić do intensywnej wizji chwały (wspaniałości) świata dostrzeżonej przez oko racjonalnego intelektu.

Cnotą Necach jest wielkoduszność, a jej Wadą jest egoizm. Zarówno Cnota, jak i Wada są nastawieniem w stosunku do rzeczy które nie są mną, szczególnie innych ludzi i stworzeń.

Gdybym był otoczony przez powierzchnię opustoszałej pustyni o powierzchni stu mil kwadratowych, wtedy moje nastawienie w stosunku do innych żywych rzeczy nie miałoby znaczenia, ja także nic bym nie znaczył i wszystko co bym zrobił, nie wywołałoby żadnych skutków; moje osobiste potrzeby, zamierzenia, odczucia nieodmiennie mające wpływ na ludzi, zwierzęta i rośliny, które wszystkie chcą żyć i mają pewien poziom potrzeb, zamierzeń i uczuć także byłyby bez znaczenia. Wielkoduszność jest po prostu uznaniem potrzeb innych. Egoizm doprowadzony do skrajności jest zanegowaniem życia, ponieważ staje na przeciw wolności i życiu wszystkiemu co staje na drodze. Egoizm jest podstawą do tego, by moje potrzeby były na pierwszym miejscu. Necach leży na Kolumnie Siły i jest wyrażeniem energii życiowej, więc zaprzeczeniem życia jest wypaczeniem siły symbolizowanej przez Necach, stąd przypisanie egoizmu do Wady.

Wizją Necach jest wizja Piękna tryumfującego. Podczas, gdy wizją chwały odpowiadająca Hod jest wizją złożonych abstrakcyjnych związków, symetrii i matematycznej elegancji, to Wizja Piękna Tryumfującego jest czysto estetyczna i mocno opierająca się na świecie rzeczywistym struktur, zapachów, dźwięków i kolorów, odpowiednim powiązaniem z Wenus, boginią zmysłowego piękna.

Załóżmy, że dwóch kupców udaje się obejrzeć dom. Pierwszy jest zainteresowany ilością pokojów, wielkością garażu, położeniem w stosunku do miejscowych udogodnień, ceną, ilością metrów kwadratowych na działce i tym czy okna są podwójnie oszklone. Drugiej osobie podobają się ozdoby w salonie, kolor łazienki, sadzonki glicynii w ogrodzie, drzewo wiśniowe, zakrzywiony kształt schodów i spadzisty dach w jednej z sypialni. Obydwu osobom podoba się dom, ale pierwszej podobają się różne abstrakcyjne właściwości związane z domem, podczas gdy drugą pociąga dom sam w sobie. Przypuśćmy, że te same dwie osoby kupiły dom i decydują się by odprawiać magię rytualną. Pierwsza osoba chce białe szaty, bo biały jest kolorem mocy światłości i życia. Druga chce zieloną aksamitna szatę, bo jest miła w dotyku i ładna. Pierwsza czyta wiele książek na temat tego jak przeprowadzić rytuał, podczas gdy druga siada pod drzewem wiśniowym w ogrodzie i przeprowadza coś co uważa za odpowiednie w danym czasie.

Pierwsza osoba w dalszym ciągu dokonuje wyborów w oparciu o abstrakcyjne pojęcie tego co jest poprawne, podczas gdy druga dokonuje wyborów bazując na tym co uznaje za słuszne.

Obie są napędzane przez wewnętrzne poczucie „słuszności”, ale w pierwszym przypadku jest ono oparte na abstrakcyjnym kryterium, podczas gdy w drugim bazuje ono na osobistym estetycznym pojęciu piękna.

Wizja Piękna Tryumfującego ma nieodpartą moc. Jest przedwyrażalna i właściwie bezkrytyczna, a w tym samym czasie także niezmiernie stronnicza. Osoba w jej uścisku będzie wyrażać osądy na temat gustu innej osoby w odniesieniu do sztuki, literatury, ubrania, muzyki, dekoracji lub czegokolwiek i będzie to robić z takim dogłębnym brakiem samoświadomości, że możliwie jest uwierzenie, że jej dobry smak został uświęcony w niebie. Osoba taka będzie wyśmiewać tych którzy otaczają się regułami, regulaminami, zasadami i badaniami, „składnią rzeczy” jak ujął to E. E. Cummings i zamiast tego wykazywać będzie cudaczną spontaniczność, przenikliwą (o czym jest przekonana) intuicję i wolnego ducha będącego w harmonii z przypływami i odpływami życia.

Są tacy, którzy mogą narzekać na jej zdumiewająca arogancję, niestałość, nieobowiązkość i nigdy niekończący dopływ niezachwialności i uprzedzone opinie wyrażane z sędziowskim autorytetem, ale przecież Ci którzy narzekają są (wyraźnie) chorobliwie pedantycznymi krytykantami, którzy się nie liczą. W celu całkowitego zanurzenia się w koszmarze czysto estetycznej wizji powinno się przeczytać Portret Doriana Graya Oscara Wilde.

Iluzją Necach jest projekcja. Wszyscy mamy tendencje do postrzegania u innych osób tych uczuć i cech, które znajdujemy w sobie, a wtedy gdy odgadujemy je prawidłowo, nazywa się to „empatią” albo „intuicją”. Kiedy odgadujemy je błędnie, nazywa się to „projekcją”, dlatego, że błędnie przypisujemy nasze odczucia, potrzeby, motywy czy pragnienia do innej osoby oraz stosownie do tego interpretujemy jej zachowanie. To tak jakbyśmy „projektowali” nasze osobiste odczucia na świat w ten sam sposób jak projektor filmowy.

Pewien poziom projekcji jest nieunikniony i co najwyżej można go zrównoważyć za pomocą krytycznego uzmysłowienia sobie, że może ona się zdarzyć. Nie mniej jednak projekcja jest podstępna. Projekcja zazwyczaj „uznaje się za słuszną”, a siła uczucia z nią związanego może z łatwością przełamać jakiekolwiek intelektualne uzmysłowienie.

Jedna z najbardziej przytłaczjących form projekcji towarzyszy pożądaniu seksualnemu. Dlaczego uważam jedną osobę za atrakcyjną seksualnie, a innej nie? Dlaczego u osoby atrakcyjnej seksualnie zauważam pewne cechy, a inne ignoruję? W moim przypadku kiedy zebrałem razem wszystkie najbardziej atrakcyjne cechy jakie znalazłem w spójnym obrazie wyłonionym z „idealnej osoby”, odkryłem, że każda osoba którąkolwiek traktowałem jako potencjalnego partnera seksualnego była natychmiastowo porównywana z tym szablonem. W rzeczywistości istniało więcej szablonów niż jeden, więcej niż jeden ideał, ale ich liczba była ograniczona i każdy szablon był bardzo wyraźnie zdefiniowany, a co najważniejsze, każdy szablon był wewnętrzny. Moje seksualne odczucia (a często wiele innych) bazowały na najwyraźniejszym, bezwzględnym szablonie.

To było szalone. Zauważyłem, że moje seksualne odczucia na temat osoby, będą się zmieniać w zależności od tego jak są ubrane, albo jak się zachowują, od tego jak dobrze „pasują do ideału”. Stało się oczywiste, że to w czym się zakochałem nie istnieje poza mną i próbowałem znaleźć ten ideał w każdym innym. Każdy jeden z tych „szablonów” był żywym aspektem mnie, który wybrałem by nie postrzegać go jako „ja” i w ramach rekompensaty spędzałem dużo czasu próbując znaleźć ludzi do wniesienia tych części do życia, dokładnie jak reżyser przesłuchujący aktorów i aktorki do udziału w nowej sztuce. Jeżeli osobom wcześniej utożsamianym z ideałem nie udało się sprostać mojemu wyobrażeniu o tym jak powinny się idealnie zachowywać, wtedy projektowałem winę na nich: coś z nimi było nie tak! Zaprawdę wariactwo.

Szwajcarski psycholog C.G. Jung rozpoznał to zjawisko i nadał tym wyidealizowanym oraz projektowanym składnikom naszej psychiki miano „archetypu”. Jung zidentyfikował kilka archetypów i warto wspomnieć te główne i najbardziej wpływowe które, można często odnaleźć w przypadku projekcji.

Anima jest archetypem idealnej kobiety. Jest częściowo uwarunkowaną przez geny, częściowo przez kulturę, postacią ukształtowaną przez modę i reklamę, nieuświadomionym abstrakcyjnym kompozytem kobiety. Anima jest powszechna u mężczyzn, gdzie może pojawiać się z przykuwającą uwagę mocą w snach i fantazji, projekcją wnoszoną w życie przez wcale nie tak niewielką moc męskiego popędu seksualnego. Może być łagodna i uległa, uwodzicielska i pociągająca, zalotna i niebezpieczna, może być tanią dziwką albo niedoścignioną boginią. Nie ma „klasycznej animy”, ale jest wiele rozpoznawalnych wzorców, które mają potężną władzę nad konkretnym mężczyzną. Materiał z męskich fantazji seksualnych (znaleziony na górnej półce w kioskach na przykład) jest zdumiewająco przewidywalny, oklepany i pozbawiony wyobraźni, a także zawiera ograniczona liczbę stereotypowych poglądów na kobietę, które są najbliższe „najmniejszemu wspólnemu mianownikami animy” jakie tylko można znaleźć.

Animus jest archetypem idealnego mężczyzny i wiele z tego co jest prawdziwe w animie jest prawdziwe dla animusa. Istnieją różnice; przeważającą cechą w Animie jest jej wygląd i zachowanie, kiedy dominująca cechą w Animusie jest towarzyska potęga i fachowość w czymś. W trosce o równość płciową warto wspomnieć, że materiał z żeńskich romantycznych fantazji jest również zdumiewająco przewidywalny, oklepany i pozbawiony wyobraźni oraz zawiera ograniczona liczbę stereotypowych poglądów na mężczyznę, które są najbliższe „najmniejszemu wspólnemu mianownikami animusa” jakie tylko można znaleźć.

Cień jest projekcją „nie mnie” i zawiera zakazane stłumione pragnienia i impulsy. U większości mężczyzn stłumiona jest Anima, a u większości kobiet stłumiony Animus i dlatego obydwoje tworzą składnik Cienia. Jednak główna część Cienia składa się z zabronionych impulsów, a Cień stanowi uosobienie zła. Powszechnie wiele z tego co uważane jest za zło definiuje się poprzez socjalne i społeczne uosobienie tego zła, jako zewnętrznej siły działającej przeciwko ludzkości (tak jak Szatan).

Persona jest maską, którą nosi człowiek będący członkiem społeczności w której proporcjonalnie duża część jego zachowania jest określna przez jego rolę, na przykład doktor, nauczyciel, manager, księgowy, prawnik czy cokolwiek innego. Projekcja odbywa się na dwa sposoby: po pierwsze od ktoś oczekuje, że musi przystosować się do roli w szczególnie sztywny lub stereotypowy sposób i z tego powodu cierpi ona na utratę indywidualności i prawdopodobnie naraża się w pewnym stopniu na nieuzasadnione zaufanie czy uprzedzenia. Po drugie, wiele osób w takim stopniu identyfikuje się z daną rolą, że przenoszą ją do wszystkich aspektów ich życia prywatnego. Ta „projekcja na siebie” jest formą utożsamiania- zobacz rozdział poświęcony Tiferet.

Archetyp Siebie (Jaźń) na poziomie Hod i Necach jest z reguły projektowany jako idealna forma osoby: to znaczy, ktoś będzie przekonany o tym, że jest bardzo niedoskonały, ale mimo to możliwe jest osiągnięcie idealnego stanu istnienia w którym ta sama osoba jest miła, kochająca, mądra, wyrozumiała, współczująca, będąca w harmonii z absolutem i inną samowybieralną mieszanką świętoszkowatych właściwości. Ta projekcja doskonałości zwiąże się z żywą lub martwa osobą, która wtedy zostaje bohaterem, bohaterką, guru czy mistrzem z rażąco nadętymi możliwościami.

Projekcja taka może być też uwiązana do wizji „mnie uczynionego doskonałym”. Ta projektowana wizja „mnie uczynionego doskonałym” jest wspólna (prawie że uniwersalna) wśród osób poszukujących „duchowego rozwoju”, „tajemnego treningu” i innych form samodoskonalenia i w niemal każdym przypadku oparta jest o abstrakcyjny ideał. Człowiek dotknięty tym stanem będzie upierać się, że ideał ludzki rzeczywiście istnieje w pewnych rzadkich osobach (zazwyczaj dawno zmarli święci, guru, czy ktoś, kto żyje w odległym miejscu) i jest to rodzaj osoby, którą chce być.

Powinno być to zabawne, ale wcale takie nie jest. Więcej na ten temat zostanie powiedziane i doprecyzowane w rozdziale poświęconym Tiferet.

Klifa albo skorupa Necach jest nawykiem i rutyną. Kiedy postępowanie wraz z całym (możliwością) potencjałem do nowych doświadczeń i nowych sposobów tworzenia rzeczy, zostają zamknięte we wzorce, które powtarzane są w kółko, wtedy energia życiowa, aspekt siły Necach jest wycofana, a tym co z niej pozostaje jest martwa skorupa zachowania. Podobnie jak Klifa sefiry Hod jest sztywnym porządkiem, skamienieniem czyjejś wewnętrznej reprezentacji rzeczywistości, tak samo Klifa Necach jest skamienieniem zachowania.

Imionami Boga dla Hod i Necach są odpowiednio Elohim Cabaot i Jehowa Cabaot, co oznacza „Bóg Zastępów”, ale w każdym przypadku do określeń „Boga” jest wykorzystane inne słowo. Imię „Elohim” wiąże się ze wszystkimi trzema sefirot na Kolumnie Formy i przedstawia żeńskie (mówiąc w przenośni) dążenie w tym aspekcie Boga.

Archaniołami są Rafael i Haniel. Za archanioła Hod podawany jest czasami Michael, ale wielu autorów woli Rafaela (Lekarstwo Boga) ze względu na związek Merkurego z medycyną i uzdrawianiem. Poza tym, Michael ma absolutnie dobre powody by przebywać w Tiferet, bo jego imię jest często interpretowane jako „ten który jest podobny do Boga”, a Tiferet jest odbiciem Keter.

Informacja tego rodzaju może spowodować zdumiewające duże podniesienie temperatury powietrza w pomieszczeniu przy spotkaniu Kabalistów. Dla tych którzy się zastanawiają jak daleko wstecz sięga to zamieszanie, Robert Fludd (1574-1607) twardo optował za Rafaelem, natomiast 200 lat później Francis Barrett, autor książki The Magus był zwolennikiem Michaela. Współzałożyciel Złotego Brzasku, S.L. Mathers, podążał za obydwoma wersjami w zależności od tekstu który czytasz.

Kabała nie jest uporządkowanym przedmiotem i ci którzy chcą narzucić na nią zbyt duży porządek, popadają w iluzję… pozostawię to jako ćwiczenie czytelnikowi.

Anielskie zastępy dwóch sefirot to Beni Elohim, oznaczające Dzieci Boga i Elohim czasami tłumaczone na „Bogowie i Bogini”. W tym miejscu nie ma podejrzeń o politeizm- imiona odzwierciedlają idee „Zastępów” i wielu świadomości.

Triada sefirot Jesod, Hod Necach mieści w sobie triadę zwyczajnej świadomości jakiej normalnie doświadczamy w nas i u większości ludzi przez większość czasu. Ten poziom świadomości jest silnie magiczny; spróbuj od niego odejść na dłuższy czas, a odkryjesz moc siły i formy go utrzymującej.

Nie jest przesadą stwierdzenie, że większość ludzi jest absolutnie niezdolna do opuszczenia tego stanu, nawet jeśli tego chcą i nawet jeśli rozpaczliwie tego próbują. Sefira Tiferet przedstawia stan istnienia, który odblokowuje energię „zwyczajnej świadomości” i będzie to tematem następnego rozdziału.

Tłumaczenie: Psyche Controller