Nekromancja: Wstęp

220px-Hel

  „Czy znacie starą władczynię świata, starą niezmordowaną wędrowczynię? Wszystkie palące namiętności, wszystkie egoistyczne chęci, wszystkie nieokiełznane siły ludzkości, wszystkie tyrańskie słabości, kroczą przed chciwą posiadaczką naszego padołu boleści i z kosami w rękach zbierają swoje wieczne żniwo. Królowa jest stara jak czas, ale jej szkielet przyodziany jest jeszcze w ruiny kobiecej piękności, którą odbiera zakochanej w sobie młodości.
Jej głowę zdobią zimne włosy, które do niej nie należą. Od usianych gwiazdami włosów Beryniki aż do przedwcześnie posiwiałych włosów, które ściął kat z głowy Marii Antoniny, zdobi się owa grabieżczyni ukoronowanych głów szatami królowych. Jej zetlałe lodowate ciało okrywają spłowiałe błyskotki i podarta chusta. Jej ręce ozdobione pierścieniami trzymają diadem i sztylety, berła i piszczele, kamienie i popiół. Kiedy nadchodzi, wtedy bramy otwierają się same, przechodzi przez mury i dociera do samej alkowy króla; wyzyskiwaczy żyjących z cudzej biedy zaskakuje w czasie ich najtajniejszych orgii; zasiada przy ich stole, napełnia ich puchary i uśmiechając się do ich pieśni ukazuje swoje wyszczerbione zęby, siedzi tuż przy ukrytej za kotarą dziewce.
Chętnie skrada się wokół zasypiających lubieżników. Szuka ich pieszczot, łudząc się nadzieją, że w ich ramionach znajdzie odrobinę ciepła. Ale wszyscy, których ona dotyka zamierają z zimna, tak, że nigdy nie znajduje upragnionego ciepła.
Wierzy się, że czasami porywa ją wir; nie kroczy już powoli, ale pędzi i jeśli jej nogi nie są dość szybkie, staje nimi w strzemionach starego konia i bez tchu pędzi przez tłum. Razem z nią pędzi na czerwonym rumaku Mord; pożar iskrząc wokoło trawi jego włosy, jego czerwone i czarne skrzydła biją gwałtownie powietrze; Głód i Dżuma jadą za nimi krok w krok na chorych i niepodkutych szkapach, dla pełnienia żniwa, trzymając ścięte pokłosie nad marną, zapomnianą pozostałością.
Za tym żałobnym konduktem kroczy dwoje małych dzieci promieniejących śmiechem i nadmiarem żywotności. Inteligencja i Miłość całych stuleci – dwa duchy opiekuńcze człowieczeństwa. Cienie śmierci uchodzą przed nimi jak noc uchodzi przed gwiazdą poranną; swymi lekkimi stopami odświeżają ziemię i sieją pełnymi rękami nadzieję innego roku.
Ale śmierć nie przyjdzie już tak straszna i tak bezlitosna, aby dojrzałe plony przyszłego stulecia ściąć jak wyschniętą trawę, jej miejsce zajmie anioł postępu, który łagodną dłonią uwolni ludzi od więzów śmiertelnego łańcucha i wzniesie ich aż do stóp Boga.
Jeżeli ludzie zrozumieją najpierw jak żyć to już nie umrą; tak jak larwy owada przemienią się w pełnego blasku motyla. Lęk przed śmiercią jest nędznym płodem naszej niewiedzy; sama śmierć straszna jest tylko przez strzępy szmat, które wokół siebie rozwiesza i przez mroczne kolory, w których zarysowuje się jej obraz.
W rzeczywistości jest ona pracą życia.”

~Eliphas Levi, Wysoka Magia

 

Czym jest nekromancja?

            Oczywiście pierwszą definicją z jaką powinniśmy się zapoznać jest samo określenie „nekromancja”. Jak podaje encyklopedia PWN słowo to pochodzi z języka greckiego od słów nekrós „zmarły” oraz manteía „wróżba”; i definiuje je jako magiczne praktyki wywoływania ducha zmarłych w celu uzyskania informacji na temat przyszłych wydarzeń. Taka definicja sugeruje nam, że naczelnym celem nekromancji jest przewidywanie przyszłości, z czym zgodzić się nie mogę. O dziwo tym razem o wiele lepiej precyzuje nekromancję sama wikipedia:

„Forma praktyk magicznych, w której czarujący (nekromanta) przyzywa cienie zmarłych w celu poznania prawdopodobnych wersji przyszłości lub celach własnych (np. usług).”

Jednak nawet ta definicja nie satysfakcjonuje mnie w pełni, z tego powodu postanowiłem stworzyć własną, jak każdy badacz mam do tego całkowite prawo – zakładając, że zachowuję pewną przyzwoitość. Według mnie nekromancja to praktyka utrzymywania tymczasowego lub stałego kontaktu z poszczególnymi cieniami zmarłych bądź całym aglomeratem duchów przodków, w celu uzyskania wiedzy, mocy, bądź wsparcia za pomocą wzajemnej umowy bądź magicznej przemocy. Rozbudowanie tej definicji pozostaje oczywiście w gestii osób praktykujących, ja sam musiałem wziąć pod uwagę przy jej tworzeniu kilka zmiennych:

  1. Po co praktykować nekromancję?
  2. Czy w trakcie praktyki mam do czynienia wyłącznie z jedną istotą?
  3. Czy kontakt z tą istotą może być cykliczny, czy wręcz permanentny?

Pierwsze pytanie jest prozaicznie proste, od duchów przodków, zmarłych możemy uzyskać to samo, co od każdej innej istoty duchowej (anioły, demony etc.), czyli w pierwszej kolejności wiedzę – duchy jako część sfery śmierci (tak to nazwijmy) czy też tego całego aglomeratu zmarłych wsiąkły w siebie wiedzę wielu pokoleń, a więc zdobywanie informacji to podstawowy cel w jakim możemy przywoływać zmarłych. Kolejnym jest z pewnością zdobycie mocy magicznej, która jest niczym innych jak „siłą z jaką jesteśmy w stanie wpływać na świat duchowy oraz tym samym materialny”. Metaforycznie im większą moc posiadamy, tym większą robimy falę wrzucając mały kamyczek do wody. I właśnie duchy naszych przodków mogą stać się tą częścią świata duchowego, która będzie nas wspierała w naszych działaniach. Oczywiście wiąże się to z zupełnie innym podejściem do nekromancji niż posiada większość teoretyków magii i niedzielnych wywoływaczy – spirytystów. Sądzę, że nieodzownym elementem zdobycia wsparcia duchów zmarłych jest kult śmierci, kult przodków i olbrzymia doza szacunku do misteriów nekromantycznych. Nie wątpię, że część magów jest w stanie uzyskać wsparcie zmarłych zmuszając ich do tego, wystarczy przytoczyć tutaj praktyki bokorów, którzy potrafią więzić duchy umarłych tworząc w ten sposób fetysze. Jednak czy taki prześladowczy stosunek maga do duchów na dłuższą metę jest zdrowy wątpię. Wcześniej czy później duchy mogą się wyzwolić, zbuntować, opętać maga. We wszelkich sferach magii, w których dochodzi do kontaktu z istotami subtelnymi o potknięcie i porażkę nietrudno. Dlatego lepszym, a przynajmniej bezpieczniejszym sposobem nawiązywania więzi z rodziną duchów zmarłych jest składanie ofiar i stworzenie bądź zaadaptowanie z jakiejś religii swoistego kultu.

Końcowa część definicji mówi o zawieraniu wzajemnej umowy. Jest to bardzo charakterystyczna w magii forma współpracy między magiem, a istotami duchowymi (w tym również bóstwami) polegająca na przywołaniu danej istoty (tutaj ducha) przedstawieniem swojego problemu i zadania jakie ów istota ma wykonać oraz ustalenia ofiary jaką za to złoży mag. Rytuał potrzebny do takiej ewokacji skonstruować jest bardzo łatwo i w sumie nie jest to działanie wyjątkowo wymagające dla wprawionego maga – pod warunkiem zachowania ostrożności. W takim przypadku zaufanie można mieć tylko do siebie, a wszelkie elementy umowy należy dobrze przemyśleć i sprawdzić czy nie wyrządzimy sobie nimi szkody.

Czym jest „cień”?

O ile wcześniej używałem w większości przypadków sformułowania „duch”, od teraz będę używał go wymiennie z określeniem „cień”, którym w magicznej ornamentyce zazwyczaj nazywa się duchowe „pozostałości” po zmarłym człowieku.

Sfera śmierci często jest dla nas jedynie polem spekulacji i subiektywnych odczuć, dlatego niemal nigdy też nie mamy pewności, czy kontaktując się z naszym przodkiem naprawdę mamy z nim do czynienia. Najpopularniejszą wizją jest ta, w której człowiek składający się z kilku substytucji umierając oddziela po kolei od siebie wszystkie te substytucje, uwalnia je z ciała (patrz mój artykuł: Anatomia Umierania). I w trakcie tego procesu, część tych ciał znika permanentnie jak powłoka fizyczna, część może jednak w sferze astralnej funkcjonować, a jeszcze inna część może być reinkarnowalna. W takim wypadku ciało fizyczne znika, dusza reinkarnuje, ale w świecie astralnym pozostaje ciało astralne/mentalne i to ono może być owym „cieniem”. Oczywiście to tylko wizja, równie dobrze wszyscy zmarli na ziemi ludzie mogą tworzyć daną grupę istot duchowych w świecie eterycznym. A równie dobrze może być tak, że wszystkie „duchy zmarłych” nie wywodzą się od ludzi, nie mają z nimi nic wspólnego – są po prostu istotami przyporządkowanymi do tej sfery życia jaką jest śmierć. Ja osobiście lubię myśleć o kulcie zmarłych jak o jednoczesnym połączeniu świadomości naszych przodków z niezależnymi istotami, czy nawet bóstwami. W tej sytuacji okaże się, że mogę czcić śmierć składając dary zarówno duchom mojej rodziny, jak i bogini Hel, Ereszkigal, czy na przykład duchom rodziny Guede z kultu Voodoo. Oczywiście z takim czarowniczym podejściem wiązać powinniśmy przeświadczenie, że prędzej skłonni do pomocy będą moi przodkowie niż bogini zasiadająca w Irkalla.

Boginie Śmierci?

Zaraz, zaraz, w sumie czemu boginie, a nie bogowie? Ma to swoje uzasadnienie w początkach ludzkiej kultury, gdy zauważyliśmy, że ziemia rodzi plony i daje życie. Nasze spostrzeżenia sięgnęły jednak dalej, wszystko, co umiera, wraca też do ziemi. W ten sposób, obserwując zwyczajny cykl wegetacyjny roślin odkryliśmy jedną z tajemnic życia i śmierci – jedno i drugie musi istnieć w zazębiającej się cyklicznej harmonii. W ten sposób zaczęliśmy utożsamiać zaświaty z krainami podziemi. W podziemiach zazwyczaj pierwsze skrzypce gra męskie bóstwo, które na pewien okres porywa jedną z bogiń ziemi (Hades i Kora; Ozyrys i Izyda; Kur i Ereszkigal). Uświadamia nam to, że śmierć ma wiele wspólnego z seksualnością. Wiem, że w tym miejscu, wielu może się to wydawać niezrozumiałe, dziwne czy nawet mogą traktować to zdanie jak chorą dewiację autora, jednak jest to prawda śmierć i seks mają ze sobą bardzo wiele wspólnego w magicznym, nekromantycznym i mitologicznym znaczeniu. Władca śmierci na pewien okres porywa boginię ziemi i urodzaju, której bardzo częstym atrybutem i symbolem jest tzw. Koło roku, koło życia – okrąg ogólnie. Symbolizuje on cykliczność śmierci i narodzin. Ale również jest symbolem oddania łona bogini, które wszystko rodzi i w swoim całościowym charakterze wszystko pożera. Z czasem oraz z powodu uwarunkowań społecznych i kulturowych kobiece bóstwa urodzaju i ziemi zostały wyprane ze swojego świętego charakteru i zepchnięte na margines – pozostały im sfery ciemności, zła, mroku i tego czego ludzie najbardziej się obawiają – misteriów śmierci. Boginie ziemi pojawiły się w pełni jako istoty obdarowujące życiem i w pełni je odbierające. Teraz to one zasiadały na tronie i okresowo brały sobie mężczyzn, którzy mieli je zaspokoić (Hel i bóg zimy Ull; Ereszkigal i Nergal). Oczywiście w tamtym okresie podziemia nie były nacechowane w sposób negatywny, co obecne jest dziś. Wiąże się to z judaistycznym wypaczeniem podziemi jako miejsca kaźni i potępienia. W tamtych czasach wszyscy ludzie trafiali do krainy śmierci niezależnie od pochodzenia czy czynów (choć zakładam, że jednych w tych krainach czekał lepszy, a innych gorszy los). Podobnie w większości przypadków opiewano zmarłych i ich czyny, a nie płakano, jak mamy w zwyczaju w czasach dzisiejszych. W starożytności pamiętano o swoich przodkach, ucztowano symbolicznie z nimi na ich grobach. Wiem, że współcześnie jest to nie do pomyślenia dla przeciętnego mieszkańca świata zachodniego, w społeczeństwie bowiem nie istnieje jakikolwiek dyskurs dotyczący śmierci, umierania, czy choćby starości. Promujemy jedynie połowę rzeczywistości, niczym przerażone dzieci wierząc, że jeśli zamkniemy oczy na śmierć, jeśli nie będziemy o niej mówić, jeśli nie będziemy o niej myśleć to ona nagle wyparuje, zniknie, przestanie nas dotyczyć. Paradoksem jest, że właśnie przez takie podejście śmierć ma na nas jeszcze większy wpływ niż miała na ludzi starożytnych. Musimy pojąć, że aby w pełni zrozumieć świat i istotę ludzką musimy otworzyć się na tematykę śmierci, procesy i energię istot ze śmiercią związanych. Wszak to właśnie śmierć jest tą potężną siłą Wszechświata, która rozpuszcza nasze ograniczenia, przeobraża i uwalnia nas samych i olbrzymie pokłady energii zawartej w naszych strukturach psychicznych. To śmierć pozwala poszerzyć nam granice własnych możliwości i granice zrozumienia.

W rzeczywistości jest ona pracą życia.

2 thoughts on “Nekromancja: Wstęp

  1. Pingback: Anonim

  2. Pingback: Dyskusja o kursach magicznych - Strona 3

Comments are closed.