„Lampa” z Liber KKK – teoria

Liber KKK napisane przez Petera Carrolla jest kojarzone z magią chaosu – mimo faktu że jest to dość ogólny trening różnego rodzaju dziedzin praktyki magicznej. Można więc powiedzieć że jest skierowany do każdego, kto nie pracuje w jakimś konkretnym planie treningowym. Wybór systemu i technik do pracy przy KKK jest dowolny i niczym nieograniczony, zdając się na wiedzę i doświadczenie praktykującego. Carroll więc daje wolną rękę właściwie we wszystkim, poza jedną sprawą – praktykom Iluminacji – które w kontekście KKK oznaczają praktyki mające modyfikować cechy naszego charakteru. Pomocą ma tutaj służyć tzw ‚lampa’, o której Carroll pisze w następujący sposób:

 Dla praktyki Iluminacji mag tworzy pewien obiekt mający reprezentować jego wewnętrzną podróż jako całość. Z technicznego punktu widzenia nosi on nazwę „lampy”, choć może mieć formę dowolną – od pierścienia do mandali. „Lampa” ta jest używana jako świadek wobec którego składa się różnorodne przysięgi i deklaruje rozwiązania. Zostają one następnie włączone w zdobnictwo „lampy”. Mag może być zmuszony do przeprowadzania wielu uzupełniających aktów inwokacji, zaklinania, dywinacji, a nawet ewokacji dla poczynienia postępów w dziele iluminacji. Nie jest niczym niezwykłym niszczenie i odbudowywanie w jej trakcie całej „lampy”.

Lampa więc okazuje się fetyszem, ołtarzykiem i pamiętnikiem w jednym – przedmiotem który ma przypominać nam o składanych zobowiązaniach, tak aby nie były kolejnymi przysłowiowymi ‚noworocznymi postanowieniami’. Pytanie czy faktycznie lampa jest tylko takim przypominaczem? Czy może za tym krótkim lakonicznym opisem ukryte jest drugie dno?

Większość praktyków prowadzi przecież własne dzienniki magiczne, Carroll sugeruje dodatkowo założenie odrębnego, tylko do KKK, a tu jeszcze mamy tworzyć lampę jako trzecie miejsce przypominające nam o przemianach jakich się zobowiązujemy dokonać… Wydaje się więc że chodzi tutaj nie tylko o zwykłe przypominanie.

Wcześniejsze praktyki dotyczą zaklinania, dywinacji, ewokacji i inwokacji. Są to właściwie typowe praktyki magiczne, których w swojej praktyce wykonuje się wiele razy w różnych celach. Z iluminacją jest inaczej. Iluminacja w kontekście KKK nie jest osobną praktyką lecz niejako celem jaki obiera sobie praktykant, sięgając po dowolne wcześniejsze praktyki. O ile wcześniej miał pracować w określony sposób aby uzyskać dowolny celu, to teraz musi osiągnąć określony cel dowolnymi technikami. Co prawda w części innych systemów magicznych są różnego rodzaju praktyki które mają za zadanie zmienić praktykującego, jednak dla praktykującego te zmiany nie są celem w momencie ich wykonywania. Są raczej efektem ubocznym określonych praktyk, a efekty te często objawiają się na wielu płaszczyznach w życiu praktykującego, a nie w postaci jednej zmiany cechy charakteru lub spojrzenia na świat. Tymczasem przystępując do praktyki iluminacji wybieramy sobie jakąś cechę lub zespół zachowań które chcemy w sobie zmienić i wspieramy się różnymi technikami aby to osiągnąć. Praktyka iluminacji ma więc nas nauczyć wpływania na samego siebie – pokazać, że chcąc osiągnąć coś w otaczającej rzeczywistości, praktykujący nie powinien ograniczać się tylko do wpływania na otoczenie – powinien wykorzystywać najbardziej uniwersalne narzędzie jakie posiada – samego siebie – potrafiącego odnaleźć się w każdej sytuacji i jej sprostać.

Motywacja

Każdy kto pracował nad własnym charakterem wie jak ciężka jest to sprawa. Często trzeba głęboko kopać we własnej psychice aby poznać źródło problemu i stawić mu czoła, czasami trzeba przy tym zamknąć pewne sprawy. Nie zawsze są to rzeczy przyjemne, i często poza zewnętrznym wsparciem magicznym potrzebujemy właśnie tej motywacji która sprawi że problem faktycznie rozwiążemy, że zmiana której dokonaliśmy została w rzeczywistości dokonana, a nie tylko powierzchownie ograniczyła się do wykonywania (lub nie wykonywania) określonych czynności – i to tylko przez czas treningu danej praktyki. Czy lampa daje tą motywację? Zależy jak na to patrzeć. Jeżeli już miałaby ją dawać – to na pewno nie bezpośrednio – wszak jest tylko przedmiotem. Być może fakt złożenia takiej uroczystej przysięgi przed przedmiotem, który traktujemy jako jakiegoś rodzaju narzędzie w treningu magicznym pobudza w pewien sposób umysł do działania, zapewniając nam dodatkową motywację – lecz nic ponadto. Pod tym względem na pewno jest to czysty psychologiczny trick.

Reprezentacja

Część systemów magicznych w swoim (nazwijmy to) ‚harmonogramie praktyki’ zawiera różnego rodzaju stopnie wtajemniczenia. Czasami jest to zwrot używany nieco na wyrost, jednak taki podział sprawia że osoba praktykująca pracuje z kolejnymi formami energii/aspektów/zewnętrznych bytów w określonej kolejności, znajdując swoje miejsce w danym systemie magicznym i na drodze jaką oferuje. Praca w takim systemie co prawda ma powodować osiągnięcie jakiegoś wyższego celu (czasami w formie pewnego oświecenia), jednak dla osoby która go praktykuje pozwala orientować się mniej więcej w tym co dokonała, co przepracowała. Czasami przyjmuje to formę oficjalnej inicjacji, czasami jest tylko wewnętrzną decyzją o zrobieniu kroku naprzód wstępując na kolejny etap samodzielnej praktyki. Taka zmiana może wiązać się z przybraniem nowego motta magicznego, zmianą wystroju miejsca praktyki czy zmianą imienia magicznego. Mogą zmienić się również aspiracje praktykującego.

Magia chaosu związana jest z dowolnością praktyk, a to z kolei utrudnia wprowadzenie jakiegokolwiek systemu ‚stopniowego’ – żeby nie powiedzieć że wręcz go uniemożliwia. Dowolność wyboru praktyk sprawia że jedna osoba skoncentruje się tylko na praktykach wpływania na rzeczywistość, inna na podróży w głąb siebie, a jeszcze inna na eksploracji zewnętrznych sfer. Dla osoby praktykującej magie chaosu nic nie stoi na przeszkodzie w jednoczesnej praktyce kilku systemów magicznych (aczkolwiek nie w tym samym momencie), dobierając z nich praktyki wg własnego uznania i potrzeb. Nie oznacza to bynajmniej zwykłego ‚róbta co chceta’ i mieszania czego się chce z czym się chce. Na myśli mam raczej korzystanie z różnych systemów do różnych celów – np. w celach wpływania na rzeczywistość pracowania w jakimiś politeistycznym dawnym panteonie, natomiast w celach wglądowo-rozwojowych korzystania z np. Hermetyzmu Bardona czy Złotego Brzasku czy nawet z mniejszych projektów jak projekt 8 Świątyń. Abstrahując od faktu, że dłuższa praca w tak rozdzielnych poglądowo konstrukcjach świata zaczyna wymuszać umiejętność patrzenia na świat w różny sposób, takie podejście sprawia że stajemy przed dwoma drabinami rozwoju na które jednocześnie się wspinamy.

Patrząc na lampę jak na ‚obiekt mający reprezentować jego wewnętrzną podróż jako całość’ osobiście widzę narzędzie które ma nam w pewien sposób zastąpić taką drabinę, będącą syntezą wszystkich stopni jakie świadomie przebyliśmy – przybierającą bardzo osobistą postać. Wybór magicznego motta i imienia, a potem ich zmiana łudząco przypomina opis lampy: „Lampa” ta jest używana jako świadek wobec którego składa się różnorodne przysięgi i deklaruje rozwiązania. Zostają one następnie włączone w zdobnictwo „lampy”(…) Nie jest niczym niezwykłym niszczenie i odbudowywanie w jej trakcie całej „lampy”.

Rzecz jasna jest sporo rozbieżności między lampą a stopniami wtajemniczenia w różnych systemach. Jeden z najbardziej oczywistych to brak ostatecznego celu. Lampa pokazuje nam tylko drogę którą już przebyliśmy nie wyznaczając nam jej dalszej części. Nie oznacza to jednak że lampa jest pod tym względem wybrakowana. Po prostu funkcjonuje w innej rzeczywistości – systemie który praktykującemu nie narzuca określonego sposobu rozwoju.