Błędne efekty rytuałów

Zapewne nie jednej osobie praktykująca magię zdarzyła się sytuacja w której efekt praktyki był zupełnie inny od tego oczekiwanego (i bynajmniej nie mam tutaj na myśli spojrzenia w kategoriach sukces/porażka). Początkującym takie rzeczy zdarzają się dużo częściej co też widać na forach internetowych w postaci pytań o to co mogło pójść nie tak ( Przykład 1, Przykład 2), a że sam takich przypadków również parę w życiu miałem – postanowiłem skrobnąć o tym co nieco.

Na tapetę wziąłem różnego rodzaju zaklinania (podział z KKK) tak aby odróżnić te techniki wpływania na rzeczywistość od praktyk ewokacyjnych gdy zlecamy wykonanie jakiegoś działania określonemu bytowi. Przy zaklinaniu wszak (przynajmniej teoretycznie) polegamy tylko i wyłącznie na naszych własnych umiejętnościach.

Mówię A, dostaję B.

Przy większości praktyk zaklinania musimy wyrazić jakieś tam swoje pragnienie które chcemy aby się zamanifestowało. Robimy to wyrażając je słownie, zapisując lub posługując się odpowiednią symboliką. Zastanówmy się jednak czy aby na pewno właśnie w taki sposób je wyrażamy?

Praktyk magicznych jest bardzo dużo, i idąc od końca – od skomplikowanej magii ceremonialnej ze zleceniem ewokowanemu bytowi zadania po proste techniki oparte tylko i wyłącznie na wizualizacji.

No właśnie.

Skoro stosując zwykłą wizualizację, pozytywne myślenia i sekrety można wywrzeć pewien wpływ na rzeczywistość, powinniśmy pilnować się z tym o czym myślimy w trakcie praktyki. Hasło jest może nieco na wyrost, jednak wyobraźmy sobie następujące sytuacje z prostą praktyką zaklinania:

Przykład pierwszy:

– ustalamy pragnienie na ‚będę na wielkiej imprezie’ które wyrażamy poprzez zapisanie jej na wcześniej przygotowanej kartce
– w trakcie praktyki wyobrażamy sobie jak to imprezujemy na wielkiej sali pełnej ludzi, po tym że przelecimy jakąś laskę, przypominamy sobie pannę X którą kiedyś wyrwaliśmy na imprezie i seks z nią w wc, potem wyobrażamy sobie że pijemy i imprezujemy, przypominamy sobie jak to kiedyś wyjebaliśmy się po pijaku, a bliznę mamy do dziś, potem że oczywiście jesteśmy tam z kumplami, no i znowu że jesteśmy na wielkiej zajebistej imprezie.
– dwa dni później wychodzimy ze śmieciami, a na ławce pod blokiem siedzą znajomi i piją browar, przysiadamy się, muzyka leci ze stojącego nieopodal samochodu a zabawa pod blokiem trwa kilka godzin zakończona mandatami za złamanie ustawy o wychowaniu w trzeźwości.

Przykład drugi:

– ustalamy pragnienie na ‚zjem tort’ które wyrażamy poprzez zapisanie jej na wcześniej przygotowanej kartce
– koncentrujemy się na pragnieniu, jednak po pewnym czasie myśli nam odpływają i przypominamy sobie z dzieciństwa wędzoną makrelę po której się porzygaliśmy i od tamtej pory odczuwamy wstręt do wędzonych ryb, a że teraz w domu nikt ich nie je to i nikt ich nie kupuje. Szybko odpędzamy wstrętne myśli koncentrując się na właściwym pragnieniu.
– 3 dni później domownicy wracają z zakupów z wędzoną makrelą.

Spójrzmy bliżej na powyższe przykłady.

W pierwszym przypadku z pojęciem imprezy łączyliśmy towarzystwo znajomych, przygodny seks i alkohol oraz wypadki z nim związane. Koncept wielkiej imprezy był dla nas niezbyt klarowny, a że nie pilnowaliśmy zbytnio naszych myśli to pozwoliliśmy im błądzić po konceptach które wiązaliśmy z tematem pragnienia. Jakby nie patrzeć to zamanifestowana sytuacja idealnie wpisuje się w połączenie 2 z tych konceptów – znajomych i alkoholu i ewentualnie trzecie go – niemiłego zdarzenia.

Przykład drugi jest nieco inny. Przez większość czasu koncentrowaliśmy się na celu naszego pragnienia – torcie, jednak nasz umysł błądząc sobie tylko znanymi torami przypomniał nam o nieprzyjemnej sytuacji z dzieciństwa która do dziś wywołuje u nas bardzo silną emocję – obrzydzenie do wędzonych ryb. Poruszenie tą myślą było na tyle silne że w pewien sposób przekazało na tyle silne zaangażowanie/ładunek emocjonalny/cokolwiek w najsilniejszą myśl podczas całej tej praktyki magicznej – czyli w obrzydzenie do jedzenia wędzonej ryby.

W obu przypadkach zamanifestowały nam się inne sytuacje niż te które chcieliśmy aby pierwotnie zaistniały, więc teoretycznie praktyki były zakończone porażką. Jeżeli jednak dokładnie spojrzymy na przebieg praktyk, były to sytuacje o których przecież myśleliśmy w trakcie jej wykonywania, a które nie były naszym ‚oficjalnym’ pragnieniem jakiemu chcieliśmy nadać mocy sprawczej.

Coś sprawiło że cały przebieg praktyki to właśnie im nadał głównej mocy sprawczej, zamiast tego co określaliśmy mianem pragnienia spisanego na kartce papieru.

Dlaczego tak się stało?

Na to pytanie trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Doświadczenie z pewnością jest tu bardo istotne, jednak skłaniałbym się raczej ku teorii że nie chodzi tu o ogólne doświadczenie w praktyce lecz o doświadczenie a raczej o umiejętność koncentracji – co siłą rzeczy przekłada się na doświadczenie w konkretnej praktyce magicznej nie mającej nic wspólnego z ‚ezoteryczną magią’. Dlaczego tak uważam?

W powyższych przykładach mamy bardzo prostą praktykę gdzie do wyrażania woli nie używamy ani symboliki ani różnych sympatycznych powiązań. Po prostu zapisujemy na kartce to co chcemy aby się stało a następnie coś z tą kartką robimy – czyli prosta technika jakich pełno na stronach internetowych wykorzystywanych przez osoby początkujące lub ezoteryków.

Teoretycznie rzecz biorąc takie ograniczenie woli do jego zapisania powinno nam mocno zawęzić obręb działania – tak jak to jest w wypadku stosowania symboli, jednak jak widzimy w praktyce różnie z tym bywa, i na dobrą sprawę trzeba być skoncentrowanym na celu przez cały czas wykonywania praktyki. Być może jest to kwestia tego że nie ma czym obejść świadomego umysłu jak to jest w wypadku stosowania symboli, być może jest to kwestia czegoś innego.

Faktem natomiast jest to że w miarę praktyki i rozwoju naszych umiejętności takie problemy zanikają. Co prawda nawet i z wieloletnią praktyką zdarza się mi nie do końca przemyśleć pragnienia i efekty potrafią mnie zaskoczyć, jednak nie w sposób opisany powyżej.

Gnoza a normalne funkcjonowanie.

Rasphul jakiś czas temu napisał artykuł jak powinien wyglądać rytuał. W różnych systemach różnie to wygląda, jednak wszystkie systemy mają jeden punkt wspólny – oczyszczenie i uspokojenie przed praktyką. Czasami jest to kąpiel, czasami medytacja, czasami jakiś prosty lub skomplikowany banishing. Ma to nas nie tylko uspokoić i nieco zrelaksować, ale także ma na celu pewne oddzielenie od normalnego funkcjonowania w otaczającej nas rzeczywistości. W czarostwie ludowym gdy przychodzi pacjent (ewentualnie z osobą towarzyszącą) z pewnością wygląda to nieco inaczej, ale nawet i ja widziałem duże skupienie guślarki gdy modliła się przed spalaniem lnu i przy przelewaniu wosku, nawet jeżeli robiła to w obecności innych osób (dla jasności była to jedyna babka jaką widziałem ‚na żywo’ więc pole obserwacji niewielkie). W sumie jakby się przyjrzeć to można powiedzieć że podczas praktyki wprawiamy się w nieco odmienny stan umysłu.

Trudno jednoznacznie określić jaki jest to stan, jednak w środowisku magii chaosu przyjęło nazywać się go gnozą, zwłaszcza jeżeli mówimy o bardziej transowej formie. To stan w którym w jakiś tam sposób aktywują się nasze umiejętności powodujące zmianę rzeczywistości. Tutaj roboczo na potrzeby tego artykułu chciałbym nazwać go stanem kreacji rzeczywistości. Nie jest to może bardzo trafne określenie gdyż nawet patrząc po sigilizacji widać że aby wpłynąć na otoczenie musimy wykonać pewne czynności, czy w ceremonialce dodatkowo inwokować jakieś sfery aspektów/energii/wpływów i odpowiednio je ukierunkować. Nie mniej jednak śmiało można powiedzieć że nie robimy tego na pełnym relaksie – wykonując całą operację jesteśmy naprawdę mocno skoncentrowani na tym co robimy, do tego stopnia że czasami można kompletnie stracić poczucie czasu i mocno się zdziwić zerkając na zegarek. Jest to jednak nieco inne skupienie niż w trakcie układania puzzli czy dłuższym wykonywaniu innej precyzyjnej czynności.

Tutaj mała dygresja. Trudno jest mi powiedzieć dlaczego osoby religijne modlące się do bóstw głównych religii o jakąś sprawę mają dużo mniejszą skuteczność niż praktycy magii, mimo że modlitwa również potrafi być cholernie absorbująca. Może brakuje im przekonania że się uda, chociaż to dosyć naciągana teza, a może po prostu podchodzą do sprawy ‚zrobisz jak uznasz’. A może po prostu brakuje im doświadczenia. Praktycy magii wszak wpływają na rzeczywistość kilkadziesiąt-kilkaset razy. Mają więc większą praktykę od osoby która prosi o coś swoje bóstwo pierwszy czy drugi raz w życiu. Można więc powiedzieć że osoby religijne mają tak niską skuteczność zupełnie jak początkujące osoby w praktyce magicznej…

Wracając do stanu gnozy jako stanu kreacji rzeczywistości.

Technik zaklinania jest naprawdę wiele, i jak wspomniałem wcześniej czasami starają się ogniskować pragnienie za pomocą jakiegoś symbolu, czasami tego nie robią i trzeba to robić samodzielnie. W takich wypadkach to od tego o czym myślimy (oraz jak bardzo intensywnie) zależy jak ją ukierunkujemy. Jak spojrzymy na powyższe przykłady prostych zaklinań – mimo że mamy tam wyrażenie woli w chwili zapisywania go na kartce, to jednak nasza uwaga była skupiona w trakcie całego czasu praktyki na różnych rzeczach – nie tylko na wyrażonym pragnieniu – co też może sugerować że nie liczy się to co wyrażamy w chwili wyrażania pragnienia – lecz to co wyrażamy w trakcie czasu całej praktyki.

Co prawda można mi zarzucić że powyższe przykłady zostały wyssane z palca aby celowo podeprzeć tą teorię – i po części jest to prawda – jednak stworzyłem je na podstawie własnych doświadczeń zmieniając nieco sytuację aby zwyczajnie publicznie ich nie opisywać.

Potrzeba uzyskania celu i manifestacja lęków.

Część osób sięga po magię gdy chcą coś osiągnąć i nie wychodzi im to standardowymi drogami a ich pierwszy rytuał ma właśnie na celu osiągnąć ten cel. Niestety w większości wypadków okazuje się że magia nie zadziałała lub zadziałała inaczej niż się oczekiwało.

Na skuteczność działań magicznych wpływa wiele czynników. Wiedza o tym jak funkcjonuje wybrany przez daną osobę mikro i makrokosmos, doświadczenie, zaangażowanie (czasami w połączeniu z wiarą), szeroko rozumiane umiejętności i jakiś tam talent.

Wyobraźmy sobie osobę z zerowym doświadczeniem, dysponującą sporą chęcią uzyskania celu, dużym zaangażowaniem i ekscytacją że robi coś niezwykłego, że na pewno się uda. Być może część z nas pamięta te uczucia gdy przystępowało do pierwszych praktyk, a być może było to tak dawno że pozostały tylko pełne ekscytacji zapiski.

Całkiem dobre warunki żeby wywołać pierwszą drobną zmianę w rzeczywistości. Niekoniecznie aby w pełni zamanifestować pragnienie, ale wystarczająco aby pojawiły się zarysy możliwości manifestacji.

Co jednak jeżeli po magię taka osoba sięgnie będąc w podbramkowej sytuacji? Potrzebuje osiągnąć cel i ma na to jeden strzał? np. kończy się rok szkolny, a ukochany chłopak wyjedzie z miasta bez miłości do nas? 🙂 Czy w trakcie praktyki pojawią się obawy że się nie uda? A może pojawią się obawy że nasz ukochany w ogóle nas nie kocha tylko tą głupia cipę z III C? 🙂

Jak bardzo emocjonalnie taka początkująca osoba może podejść do takich myśli w trakcie wykonywania praktyki?

Z pewnością u każdej osoby będzie to wyglądać inaczej, jednak nasze obawy i lęki czasem mogą o sobie przypomnieć w najmniej spodziewanych momentach. Siedząc na kanapie oglądając film czy idąc ulicą do sklepu. A w wypadku osoby bez jakiegokolwiek doświadczenia w praktyce magicznej – także w jej trakcie.

Na pewno nie chcę straszyć że jak ktoś boi się np. osób seropozytywnych i o tym zacznie myśleć w trakcie praktyki to sam się pewnikiem zarazi – albo umrze z tego powodu. Ale obawy i związane z nimi emocje czasami potrafią nas zaskoczyć gdy przypomnimy sobie o nich podczas normalnego funkcjonowania. Wróćmy więc do przykładu nr 2, gdy osoba praktykująca chce zjeść tort, a w trakcie praktyki przypomina sobie nieprzyjemne wspomnienia związane z wędzoną makrelą. Strachu wielkiego nie było. Pojawiły się tylko chwilowe nieprzyjemne ale za to silne emocje.

Jeżeli więc spojrzymy na gnozę jako na stan kreacji rzeczywistości – miały idealne warunki aby wywrzeć wpływ na rzeczywistość – niezależnie czy tego chcieliśmy czy nie.

Co zrobić aby zwiększyć efektywność działań magicznych?

W moim przekonaniu nie pozostaje nic innego jak praktykować praktykować i jeszcze raz praktykować. Sama praktyka magiczna na pewno jest swego rodzaju formą treningu, zwłaszcza gdy praktykuje się często, więc jeżeli będziemy często praktykować to podobne sytuacje szybko zanikną. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie aby ten proces nieco przyśpieszyć, zwłaszcza jeżeli sami chcemy zwiększyć w ten sposób nasze możliwości.

Prekursorzy współczesnych systemów magicznych zauważyli że bardzo istotny wpływ na wyniki ma umiejętność koncentracji i wyciszania umysłu u adepta. Trudno się z tym nie zgodzić bo każdy z nas wie, że myślenie o np. liście zakupów w trakcie praktyki drastycznie obniża jakość efektów jakie uzyskujemy, niezależnie czy jest to jakaś praktyka magiczna czy chociażby forma dywinacji. Powstało więc wiele różnych systemów treningowych, z których najbardziej znane to Liber E i Liber MMM, które nawet połowicznie przerobione drastycznie poprawią jakość efektów uzyskiwanych przez osoby początkujące. Innym bardzo ciekawym treningiem jest także Liber III vel Jugorum, który koncentruje się na uwadze o tym co robimy, i o czym myślimy – co w kontekście tego artykułu również jest warte uwagi 😉

O salat

Wychodzący z założenia że jesteśmy zbyt ułomni aby poznać ostateczną prawdę, koleś który jakiś czas temu uznał że najwygodniej będzie mu spoglądać na świat przez pryzmat modelu psychologicznego. Praktykant magii chaosu poszukujący w swej praktyce czegoś więcej niż wpływu na otaczającą go rzeczywistość.

Sprawdź Również

Czarostwo Kornwalijskie – Narzędzia Pellara

Ziemia, obserwacja, słuch, wiedza, chtoniczne siły czerwonego węża, duch, wody i wiatry to tak naprawdę …

3 komentarze

  1. Jeśli macie ochotę wymienić swoje spostrzeżenia odnośnie Błędnych efektów rytuałów, możecie wypowiedzieć się tutaj bądź bezpośrednio na forum, w powstałym do tego celu temacie.

Powered by themekiller.com